Strona GłównaStrona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Przesunięty przez: Baba Jaga
2012-04-22, 14:18
Puste ręce - puste serce?
Autor Wiadomość
Krys 

Dołączyła: 05 Maj 2011
Posty: 170
Skąd: Austria, USA
Wysłany: 2012-01-08, 21:52   Puste ręce - puste serce?

Puste ręce – puste serce?

Wiele lat temu, kiedy po raz pierwszy Boże Narodzenie spędzaliśmy w Nowym Jorku, Ania, mieszkająca tam już od dawna, wpadła na pomysł, abyśmy spotkały się na mieście w pierwszy dzień świąt. Ten pomysł przerodził się z czasem w tradycję; za każdym razem, gdy w tym okresie byliśmy w Stanach, po uroczystym spożyciu wigilii, skonsumowaniu prezentów i odwiedzin wszystkich członków rodziny, tych kochanych i mniej kochanych, uciekałyśmy z głośnych domów, rozbrzmiewających dziecięcymi wrzaskami, natrętnymi rytmami nowoczesnej muzyki i starymi jak świat westernami, aby wspólnie pomilczeć, przechadzając się pustymi ulicami Manhattanu.

Również tego roku tradycji stało się zadość.
Idziemy bez celu, patrzymy to przed siebie, to na świąteczne wystawy sklepowe z Mikołajami w najróżniejszych wydaniach i pozach. Kiedy byłam mała, w oknach wystawowych między perfumami, butami, marchewkami i młotkami można było w okresie przedświątecznym bardzo często ujrzeć Chrystusa w scenach narodzin.
A teraz zza szyb uśmiechają się Santa Clausy z wielkimi workami, pełnymi zakupów, przepraszam, darów. Symbol komercjalizmu. Może tak i lepiej, przynajmniej postać Chrystusa nie będzie taka oklepana jak postacie disnejowskie.
Przypomina mi się los pewnego małego, rozkosznego aniołka, widniejącego przy dolnej krawędzi „Sykstyńskiej Madonny“, dzieła namalowanego przez Raffaela w 1513 roku. Z tego potężnego obrazu o wielkości 265 x 196 cm skopiowano kilka cm2 (wycinek z owym aniołkiem) i milionkrotnie powielono. „Zdisnejowanego“ w ten sposób aniołka nie brakowało na żadnej wystawie. Nawet w rzeźni. Mam jeszcze dziś przed oczami reklamę chicagowskiej firmy mięsnej N.K. Fairbank & Co, gdzie główkę ślicznego sykstyńskiego aniołka zastąpiono świńskim łbem, tytułując powstałe dzieło „Fairbank’s cherubs“ (aniołki Fairbanka). Dobrze, że Santa Claus bierze na swoje barki wszelką reklamę, chroniąc świętych przed kiczem.

Właśnie zamierzałam podzielić się z Anią spostrzeżeniami na temat zdegradowania doniosłego wydarzenia, jakim jest Boże Narodzenie, do rangi festiwalu reklamy najróżniejszych produktów i wymiany prezentów, gdy zauważyłam jej kwaśną minę.

- Siostra z Polski przyjechała do nas na święta - tłumaczy Ania powód swojego niezadowolenia - z dwojgiem dzieci. Mam chwilowo tłumy w domu, ale nie o to chodzi. Złości mnie co innego: mimo że od lat przyjmuje od nas prezenty, sama nigdy nam niczego nie przywozi. Nawet teraz na święta niczego nie sprezentowała moim dzieciom. Natomiast wciąż słyszę uwagi tego typu: „Wam to nie wiadomo, co podarować - na wszystko was stać.“ Jasne, że mój Piotrek zarabia więcej dolarów niż jej Sławek złotówek, w końcu pracuje po 12 godzin w warzywniaku, a Sławek tylko po cztery na uniwersytecie… ale czy dlatego nie mogą zapakować dla moich dzieci po autku i czekoladzie?


Wracam myślami do chwil z przeszłości, gdy moja mama, wspierana przeze mnie finansowo, wkracza do naszego mieszkania, obładowana walizkami i torbami. Po wstępnych uściskach i obcmokiwaniu babcia wskazuje wnukom na jedna z podróżnych toreb, i cała moja trójka maluchów za pomocą zamka błyskawicznego błyskawicznie rozwiera poły owej pękatej torby, i sześć rąk zanurza się w głębiny babcinego bagażu. Moje dorosłe dzieci pamiętają tę radość i te magiczne chwile do dzisiaj. Były lizaki, gumowe misie, zabaweczki, kaseta z piosenkami, wiśniowe wino własnej roboty dla zięcia, ptasie mleczko dla mojego łaknącego podniebienia...

- Nie chodzi przecież o to, aby się wzbogacić za pomocą prezentu - wyrywa mnie z miłego zamyślenia rozgoryczona Ania. - Ważny jest przecież gest, sam fakt otrzymania czegoś z serca. Jakby na to nie spojrzeć, podarunki wiążą się z okazywaniem uczucia.

Rzeczywiście. Puste ręce - puste serce.

Myślałam o rozczarowaniu Ani jeszcze tego wieczoru. W nocy, jakże pasująco do okresu świątecznego, śniło mi się, że idę w ciemnościach, kierując się określoną gwiazdą. Nie wiedziałam dlaczego, czułam tylko, że jakaś niezrozumiała siła, jak magia miłości, nie pozwala mi ustanąć. Dopiero gdy dotarłam do stajenki, zrozumiałam, że to była Gwiazda Betlejemska, prowadząca mnie do miejsca narodzin Chrystusa. Była Maria z Dzieciątkiem, święty Józef, dziękujący Mędrcom za przyniesione dary i byłam ja. Przejęta i zawstydzona, że przybyłam z pustymi rękami. Jeszcze w uszach brzmiał mi mój własny sąd, wydany tego wieczoru: Puste ręce – puste serce.
W tym momencie Maria uniosła Jezuska, by wymościć mu żłóbek świeżymi chustami i przesunęła wzrokiem po obecnych. Ponieważ Józef trzymał osiołka, a Trzej Magowie mieli ręce obładowane złotem, mirrą i kadzidłem, z ulgą włożyła niemowlę w moje puste ręce. Patrzyłam z uwielbieniem i trwogą w maleńką twarzyczkę, a gdy uchwyciłam wzrok Dzieciątka, zawstydziłam się mojego niedawnego wstydu. Światło bijące z jego oczu mówiło, że bardziej ceni moje pomocne ramiona, niż kosztowne dary Trzech Króli. Także Maria podziękowała mi wdzięcznym uśmiechem.

Gdy obudziłam się, przyszło mi do głowy, że

puste ręce to czasami faktycznie puste serce,
ale niekiedy puste ręce oznaczają otwarte ramiona.



Krystyna Czerny

Krystyna Czerny.jpg
Plik ściągnięto 166 raz(y) 2,3 MB

_________________
Krys
Ostatnio zmieniony przez Baba Jaga 2012-01-09, 21:24, w całości zmieniany 3 razy  
 
 
Rex 

Dołączył: 10 Lip 2011
Posty: 93
Skąd: Warszawa - Paris
Wysłany: 2012-01-08, 22:51   

Wspaniale! Powinnismy pamietac, by drobnymi upominkami okazywac uczucie przyjazni. Ale w tym miejscu ostrzeglbym zwlaszcza wszystkich dziadkow i babcie - nie zasypujcie wnukow prezentami, bo w ten sposob stawiacie sciane z banknotow miedzy waszymi sercami. Wnuczki nie beda was widziec, bo zaslonicie sie wielkimi banknotami. Nie beda was kochac, lecz tylko czekac na wasze datki.
Idzcie lepiej na spacer z wnuczkiem, pograjcie w cos, posmiejcie sie razem...
_________________
Rex
 
 
Misia 

Wiek: 34
Dołączyła: 21 Lip 2011
Posty: 110
Skąd: New York
Wysłany: 2012-01-09, 00:41   

Krys niechcacy opisala moja sytuacje rodzinna. Tak bardzo chcialabym cos dostac od rodziny, krewnych, przyjaciol z Polski. Ale oni uwazaja, ze skoro jestem w USA, to musze im dawac, dawac, dawac. To takie okropnie przykre.
Rex, twoja uwaga jest bardzo trafna.
_________________
Misia
 
 
Dawid 

Wiek: 37
Dołączył: 10 Lip 2011
Posty: 107
Skąd: Nowy Jork
Wysłany: 2012-01-09, 00:54   

Misia mowi prawde, jej rodzina tylko wystawia lapy. Az sie w glowie nie miesci.
Z drugiej strony przypominam sobie moje lata szczeniece, gdy marzylismy o wielkim swiecie. Jeden z kolegow mial "wujka w Ameryce", doslownie. Ale to okreslenie wiazalo sie z oczekiwaniem wielkim darow, wspierania i uprzywilejowanej sytuacji, no bo wiecie, co to jest "wujek w Ameryce". Dzisiaj ja sam jestem takim wujkiem i naprawde musialbym odmowic sobie i Misi urlopu, czy czegos innego, aby napelnic wyciagniete lapy. I co najgorsze, krewni tego w ogole nie doceniaja, w imie: lekko przyszlo, lekko poszlo.
I tak jak w opowiadaniu Krysa skarzy sie Ania: oni nawet nie pomysla, aby temu "nadzianemu wujkowi" sprawic przyjemnosc.
Tak jak to wyrazil Rex, jesli zaczniesz dawac, to przestana widziec twoja osobe, bo im widok bedzie zaslaniala forsa.
Z drugiej strony (nie, to juz chyba trzecia strona!) zgadzam sie takze z twierdzeniem, ze puste rece to najczesciej puste serce.
Gdzies musimy znalezc ten prawidlowy balans.
_________________
Dawid
 
 
Barbara 

Wiek: 68
Dołączyła: 09 Cze 2011
Posty: 60
Skąd: Tampa, Floryda
Wysłany: 2012-01-09, 18:24   

To jest wieloaspektowy problem. Rozumiem wszystkich komentujacych i zgadzam sie ze wszystkimi.
Chodzi o balans - stosowna reakcja do okreslonej sytuacji.
_________________
Barbara
 
 
Umbra Eight 

Dołączyła: 29 Lip 2011
Posty: 33
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2012-01-09, 19:01   

Barbara, masz rację, to temat woda. Dołożę troszkę do wyciągniętych łap. Dwudziestokilkuletnie córki brata, od 30 lat zamieszkałego w Kanadzie, przylatują w odwiedziny; mieszkają u babci ze strony matki, do mojej mamy przychodzą od czasu do czasu na obiady. Jedna z Kanadyjek przeszukuje babcine szuflady: "Babcia, masz jakieś stare złoto, które mogłabyś mi dać?" Mama, z emeryturą o wysokości 700 zł, aż zaniemówiła. Innego dnia druga panna wnuczka: "Babcia, skończyły nam się złotówki. Musisz nam kupić karty tramwajowe, bo nie będziemy mogły cię odwiedzać." Mój ojciec pyta, ile zarabiają obie panny z Kanady, po czym przynosi swój i mamy odcinek emerytury. Okazuje się, że obie wnuczki maja dochody 10 (literuję: dziesięciokrotnie) wyższej od emerytury babci i dziadka. Takich sytuacji mogłabym przytoczyć jeszcze wiele. Doszło do tego, że wspierałam mamę finansowo przed każdymi odwiedzinami z Kanady, aby mogła ich ugościć. Po czasie wszyscy zaczęliśmy ukrywać się przed atakami "żarłocznych harpii", jak nazwali Kanadyjczyków rodzice.
Jak widać, wyciągnięte łapy mogą cię zaatakować z każdej strony. To po prostu chciwi, bezwstydni ludzie, bez względu na to, w jakiej sytuacji się znajdują.
_________________
Umbra Eight
Ostatnio zmieniony przez Umbra Eight 2012-01-09, 23:11, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Andrew 

Pomógł: 1 raz
Wiek: 77
Dołączył: 10 Cze 2011
Posty: 117
Skąd: North Carolina, USA
Wysłany: 2012-01-10, 00:05   

O Umbra, jakze swietnie cie rozumiem. Ja tez mialem takie gorzkie doswiadczenia z najblizsza rodzina. I to tez z najblizszym rodzenstwem, dokladnie mowiac z siostra. Zawsze byla moim bliskim przyjacielem, przylatywala do nas wiele razy, za kazdym razem wspieralismy ja razem z zona, jak tylko moglismy. Na koniec zaszokowala nas postepowaniem, o ktore nigdy, a nigdy bym jej nie posadzil. 25 lat temu kupilem mamie mieszkanie wlasnosciowe w Warszawie. Gdy umarla, postanowilismy z siostra sprzedac je i podzielic sie suma. Siostra to zalatwila, jako ze mieszka takze w Warszawie, ale nie chciala dac mi mojej czesci, mowiac "Trudno, nie dam, mozesz mnie podac do sadu, jak chcesz." Czulem sie, jakbym walil glowa o sciane. Stracilem nie tyle pokazna sume, ile ukochanego przyjaciela i wiare w ludzi.
_________________
Andrew
 
 
Misia 

Wiek: 34
Dołączyła: 21 Lip 2011
Posty: 110
Skąd: New York
Wysłany: 2012-01-10, 17:50   

Wstretne, spaczone charaktery. Az mi sie zrobilo lzej na duszy, ze to nie tylko ja mam taka zachlanna rodzine.
_________________
Misia
 
 
Rex 

Dołączył: 10 Lip 2011
Posty: 93
Skąd: Warszawa - Paris
Wysłany: 2012-01-11, 00:41   

Mowi sie, ze pieniadze spaczaja charakter. Cos w tym musi byc...
_________________
Rex
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo. Done by Forum Wielotematyczne
stat4u
Kopiowanie tre?ci i zdj?? z portalu i forum bez zezwolenia zabronione