Strona GłównaStrona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
K R Y Z Y S w związku.
Autor Wiadomość
Krys 

Dołączyła: 05 Maj 2011
Posty: 170
Skąd: Austria, USA
Wysłany: 2011-06-17, 01:19   K R Y Z Y S w związku.

Kryzys

Już nie pamiętasz, kiedy ostatni raz spontanicznie całowaliście się w kuchni. Twój mężczyzna już nie zaskakuje cię śniadaniem do łóżka, ty dawno przestałaś wsuwać mu do kieszeni karteczki ze słowami: „Jak dobrze, że jesteś moim mężem”. Poranne żarty coraz bardziej tryskają jadem, uczucia lekkiej niechęci i irytacji urastają do wstrętu i wściekłości. Aż kiedyś tam eksplodują w postaci 130-decybelowej kłótni, 1000-voltowego ciosu, 100-kilometrowego skoku w bok.

Kryzys – pojęcie z piekła rodem. Kryzys bezlitośnie demaskuje słowa o wiecznej miłości jako największe kłamstwo świata. Kryzys melduje, że waszą miłość dosięgnęło życie.

W 2000 roku odnotowano w Europie i USA prawie dwa razy tyle rozwodów, ile 25 lat temu. Rozwiodła się twoja przyjaciółka, wujek, ciotka sąsiadki, teściowie... Rozstają się, schodzą, próbują na nowo, znowu odchodzą. Błędne koło rozczarowań.

Związek, w którym czujesz się niezadowolony, wywołuje stres. A stres zabija chęć do życia, zużywa energię psychiczną i osłabia system immunologiczny.

Czujesz się jak w szponach wampira i wiesz, że tak dalej być nie może. Albo musisz odejść, albo coś zmienić. Jeżeli uważasz, że jesteście prawdziwymi wrogami, którzy sobie wzajemnie szkodzą, i że lepiej potrafiłbyś żyć z innym partnerem lub sam, nie zastanawiaj się, tylko uciekaj z tego toksycznego dołu. Ale jeśli czujesz, że w rzeczywistości łączy was sympatia, przygnieciona nudą i wzajemnymi wyrzutami, to warto popracować nad związkiem.

Przede wszystkim zdajmy sobie sprawę z tego, że wszelkie zmiany wymagają nakładu pracy. Najprawdopodobniej masz wiele pomysłów i wizji, jak wszystko mogłoby funkcjonować lepiej. Ale mimo najlepszych chęci nie dajesz rady wprowadzić ich w życie. Za bardzo jesteś przywiązany do starych nawyków, także do tych złych.

Zmiana oznacza inwestycję energii i ogromny wysiłek, dyscyplinę, przezwyciężenie samego siebie i odwagę na wypróbowanie czegoś nowego.

Przy tym najczęściej dobra wola rozbija się o fakt, że z czymś nowym człowiek nie potrafi sobie tak dobrze radzić, jak ze wszystkim, co jest mu dobrze znane i do czego jest przyzwyczajony. Staje się niepewny siebie, zdezorientowany i bezbronny. Łatwiejszy i przyjemniejszy, wprost błogi wydaje się wtedy powrót do starych nawyków.
Błąd! Gdyby ludzie zawsze postępowali w ten sposób, siedzielibyśmy dzisiaj w jaskiniach, albo huśtalibyśmy się na gałęzi. A więc – naprzód! Opuszczamy dolinę Neandertalu.

Gatunek związku opiera się na czterech filarach nośnych: intymność, zgodność, niezależność i seksualność.

Intymność jest moim zdaniem najważniejszym filarem.
Nie chodzi o intymność seksualną, lecz emocjonalną bliskość i zażyłość, które pomagają nam wczuć się w partnera i zrozumieć jego uczucia. To właśnie intymność odróżnia nasz związek od innych (z matką, koleżanką, kolegą, sąsiadem), jest naszym wsparciem w życiu i potwierdzeniem naszej wartości.
Jeżeli uważasz, że twój związek choruje na deficyt intymności, najskuteczniejszym środkiem leczniczym jest komunikacja. Badania statystyczne doniosły, że partnerzy rozmawiają ze sobą średnio 10 minut dziennie. Smutne, prawda?
Nie chodzi jednak o to, aby któreś z was gadało jak najęte, lub nudziło partnera rzeczami, które on dawno wie. Nie wahaj się mówić o swoich uczuciach, życzeniach, marzeniach, tęsknotach, obawach etc. Pogłębiająca się intymność odkrywa coraz więcej aspektów waszych tematów, czyni je ciekawymi i odkrywczymi.I odwrotnie: zgłębianie znanych tematów przybliża rozmówców do siebie. Mów o swoich uczuciach w pierwszej osobie. Nie używaj określeń „wszystko jest...”, „ty jesteś...”, lecz „ja jestem...”, „ja czuję się...” Forma „ty” zbyt łatwo przeobraża się w wyrzuty i oskarżenia, na które twój partner zareaguje obroną i kontratakiem. Nie szczędź pochwał wobec partnera. Powiedz mu, co w nim lubisz szczególnie. My wszyscy przejawiamy tendencję do traktowania pozytywnych aspektów jako coś normalnego i oczywistego, a koncentrujemy się tylko na negatywnych. Gorzej! Wprost zapominamy, czym partner nam właściwie imponuje. Ale w ten sposób rodzi się u niego wrażenie, że jest nie doceniany.
Zastanów się, co w nim cenisz, czego nie potrafiłabyś sama, bez czego byłoby ci trudniej żyć. I powiedz mu to. Powiedz mu też, jeśli czegoś od niego oczekujesz. Nie jest przecież jasnowidzem, więc nie potrafi czytać twoich myśli. Może mu nawet do głowy nie przyjdzie, że tęsknisz do dawnych spacerów nad Wisłą, albo marzysz o dniu, gdy mieszając herbatę, przestanie stukać łyżeczką o ściany szklanki. Nie mów: „Całymi dniami gapisz się na mecze”, lecz „Chętnie poszłabym z tobą na spacer.” Wyrażaj swoje uczucia precyzyjnie i rzeczowo. Uogólnienia „zawsze”, albo „nigdy” nie tylko są niedokładne, ale najczęściej niesprawiedliwe i podważają twoją wiarygodność, bo nikt niczego nie robi zawsze, albo nigdy. Wywołują one protest, a poza tym odwracają uwagę od istotnego tematu. A więc nie: „W ogóle cię nie obchodzi, jak ja sie czuję”, lecz: „Jest mi przykro, jak nie czuję twojej uwagi.”

Intymność nie boi się sprzeczek, jeżeli będziecie słuchać uważnie, co partner ma do powiedzenia i nie będziecie sobie przerywać. Nadajcie sprzeczce rangę rozmowy, pamiętając, że

prawdziwa rozmowa polega na wymianie informacji - z naciskiem na słowo „wymiana”. Oznacza to, że każde z was dopuszcza do świadomości informacje otrzymane przez partnera, po czym uwzględniając przyswojoną wiadomość, ustosunkowuje się na nowo do problemu.

Niestety, większość ludzi trzyma się swoich utartych przekonań tak kurczowo, że głusi na argumenty rozmówcy, degradują rozmowę do odmawiania litanii własnych wierzeń.
Nie wyrażaj swoich podejrzeń jako faktów. Jeżeli masz wrażenie, że partner wyładowuje na tobie swoją złość, za powstanie której nie ponosisz winy, nie mów: „Szukasz zaczepki, bo wróciłeś wściekły z pracy”, lecz: „Czasami wydaje mi się, że reagujesz na moje słowa większym rozdrażnieniem, gdy masz za sobą ciężki dzień w biurze.” Trzymaj się tematu. W roli mówiącego skup się na „tu i teraz”. Szczególnie destruktywne jest powracanie do przeszłości i przysłowiowe wywlekanie starych brudów. Uaktywniasz przez to niszczącą siłę, która ma dotknąć partnera, zawstydzić go i osłabić. Niczego przez to nie zmienisz, nie naprawisz ani nie polepszysz.
W roli słuchacza winni jesteśmy partnerowi okazanie uwagi poprzez kontakt wzrokowy, przytakiwanie, wspomaganie jego myśli dopowiadaniem słów. Jeżeli wywody partnera były fair, to nawet jeśli masz na ten temat odmienne zdanie, daj mu pozytywny feedback w formie uśmiechu, lub słów „Acha, o to ci chodzi”, albo „Cieszę się, że wypowiedziałeś to tak otwarcie.” W przypadku, gdy jego słowa tak uraziły cię czy zdenerwowały, że nie możesz, względnie nie chcesz okazać akceptacji, zamiast zapłacić pięknym za nadobne, powiedz: „Jestem zdezorientowana i zaskoczona twoim sądem/twoimi uczuciami/oczekiwaniami.” Jeśli do tej pory prowadziliście zaciekłe kłótnie, twoje spokojne i rzeczowe wyrażenie uczuć może zaskoczy partnera i może zbije go z tropu, ale na pewno podniesie cię w jego oczach i przerwie błędne koło wymiany ciosów.
Po sprzeczce zastanówcie się wspólnie, jak można rozwiązać problem.

Większość par spędza wspólny czas, załatwiając sprawy dnia powszedniego, albo patrząc w telewizor, względnie zajmując się dziećmi. Umawiajcie się regularrnie na wieczory we dwoje, wypady do restauracji, przyjęcia u znajomych czy do teatru. Intymność lubi randki. Przygotujcie się na ten wieczór z taką samą starannością, jak to robiliście, umawiając się na początku waszej znajomości. Nie myśl, że dla „mojego chłopa” szkoda zakładać nową sukienkę, czy postarać się o piękny makijaż, albo ogolić nogi, że "dla mojej kobity" nie będziesz zużywał tej drogiej wody do golenia. Twój partner/partnerka być może zna cię na wylot, ale z tego powodu nie jest ślepy.
Dobrą metodą na poprawę stosunków jest uzgodnienie tzw. osobistego dnia, w którym traktujecie siebie jak solenizanta.
Intymność lubi rozpieszczanie.

Na przykład w poniedziałki jest twój dzień. Partner przygotowuje ci śniadanie, gdzie może, tam przejmuje twoje obowiązki, patrzy przez palce na twój błąd, dzwoni częściej z pracy... A ty w podziękowaniu za okazane względy dajesz mu na drugi dzień listę z rzeczami, które cię najbardziej ucieszyły i które byś sobie życzyła na następny tydzień, np. „to, że podsunąłeś mi krzesło, gdy siadałam do stołu, że zatrzymałeś się jeszcze raz, żeby krzyknąć mi z samochodu, że mnie kochasz, że wziąłeś dzieci na plac zabaw tylko po to, żebym mogła sobie obejrzeć ten film, że zrobiłeś mi wieczorny masaż, że nie złościłeś się za wykasowanie twojego pliku” etc.
Jeżeli cały dzień wydaje wam się zbyt uciążliwy, to umówcie się na przykład na wieczór rozpieszczania, albo godzinę. Gdy oboje rzetelnie będziecie się starali spełnić życzenia partnera, na pewno polubicie te wyjątkowe dni.

Prawie tak samo ważna jest zgodność. Przy czym chodzi tu nie tyle o kompatybilność czy podobieństwo zainteresowań, ile o postrzeganie siebie, partnera i życia.
Każdy człowiek dąży do zrozumienia świata i swojego otoczenia, ale ponieważ nie istnieje obiektywna baza informacji, gdzie moglibyśmy się upewnić o słuszności naszych przekonań, jesteśmy zdani na informacje płynące z naszego socjalnego środowiska, jak z domu rodzinnego, od partnera, kolegów w biurze. W myśl zasady „Jeśli dwóch jest tego samego zdania, to na pewno jest dobrze” twój partner pomaga ci w wyrobieniu sobie zdania na temat świata i siebie samego (tzw. uprawomocnienie poprzez zgodność sądów). Poza tym zgodność jest przydatna w koordynowaniu aktywności i preferencji. Jeżeli oboje na przykład wolą spędzać wolny czas w górach, jest to o wiele przyjemniejsze i prostsze, niż gdyby jedno chciało wspinać się na Mont Everest, a drugie żegłować po Morzu Śródziemnym.

W początkowej fazie znajomości, która najczęściej, chociaż nie zawsze, równa się fazie zakochania, ludzie zbyt często popełniają błąd „przebierania się” za kogoś, kto byłby bardziej podobny do partnera. Tłamszą swoje przyzwyczajenia i naginają przekonania w nadziei, że tak już zostanie, że ta miłość zrobiła z nich innego, lepszego człowieka. Uczciwe zdefiniowanie swojego światopoglądu wymagałoby konsekwentnej oceny kompatybilności partnerów, co mogłoby skończyć się rozstaniem. Jednak dzień, gdy stopień zgodności wyjdzie na jaw, nadejdzie nieuchronnie.
Często ludzie lekkomyślnie wydają wyroki na swoje związki: „brak zgodności”. Być może twoje ulubione hobby nie jest dzielone przez partnera, ale za to zgadzacie się w wielu innych punktach. Może nienawidzisz, gdy on godzinami stoi z wędką, ale uwielbiasz opalać się na brzegu. Może on złości się, że nie lubisz tańczyć, a ty po prostu nigdy nie miałaś okazji nauczyć się tego.
Zróbcie listę wszystkich aktywności, jakie tylko przyjdą wam do głowy, np. kino, spacery, wypady do McDonald’sa, dyskusja na temat przeczytanej książki, wycieczki rowerowe, omawianie problemów, zaistniałych w kręgu znajomych, czytanie do poduszki, zwiedzanie wystaw, świątecznych jarmarków etc. Pochylcie się nad listą oboje i zaznaczcie, które z nich lubicie. Najczęściej okazuje się, że tych podwójnie odhaczonych jest więcej, niż się na początku wydawało. Wtedy wybierzcie jakąś wspólną aktywność i umówcie się na konkretny termin. A potem omówcie, co wam się przy tym podobało, a co nie.
Innym razem podkreślcie aktywności, który nie znacie, a chcielibyście spróbować. Na pewno znajdzie się coś, co chętnie poznalibyście razem. Szykuje wam się ciekawa przygoda.
Zgodność polega jednak nie tylko na wspólnych zajęciach, ale przede wszystkim sposobie nastawienia. Nie odtrącaj od razu poglądów partnera, nawet jeżeli są diametralnie różne od twoich. Spróbuj zrozumieć, dlaczego on/ona ma taki a nie inny sposób patrzenia na świat. Dzięki temu nie tylko lepiej go poznasz, ale poszerzysz także swój horyzont.

Niezależność tylko pozornie nie jest istotna dla dobrze funkcjonującego związku. Zgadzam się, że nie jest taka ważna jak intymność i zgodność, mimo to warto ją pielęgnować.
Na początku chcemy nie tylko wszystko dzielić z partnerem, ale wprost pragniemy zlać się z nim w jedną całość, tak że wszelka myśl o niezależności zdaje nam się być profanacją miłości. Jednak faza zlewania się z ukochaną osobą przechodzi bezpowrotnie i wtedy potrzebujemy przestrzeni.
Szczególnie kobiety zaniedbują się pod tym względem, zwłaszcza w przypadku, gdy na świat przychodzą dzieci. Kobieta poświęca się całkowicie rodzinie i podświadomie oczekuje tego samego od partnera, ba! potem nawet od dorastających dzieci. I jest rozczarowana, gdy pozostali członkowie rodziny bronią swojej samodzielności. „Jak się wychodzi za mąż, to koleżanki się kończą” – mówiły nasze babcie. Ale my wiemy lepiej.
Nie zrywaj kontaktów z dawnym kręgiem znajomych tylko dlatego, że jesteś mężatką.

Przyjaciółki/koledzy pomogą ci zachować w małżeństwie

zdrowy balans między dawaniem a braniem, między poświęcenien a autonomią. Dystans jest nieodzownym składnikiem dojrzałej miłości. Zachowany w prawidłowej formie nie jest on w żadnym wypadku zagrożeniem dla intymności

Wprost przeciwnie. Posiadając krąg znajomych, bedziecie dla partnera/partnerki bardziej interesujący i godni poważania.
Jeżeli uważasz, że twój związek choruje na brak samodzielności, koniecznie porozmawiaj o tym z partnerem. Nie znaczy to, że nagle każdy robi, co chce, jakby był single. W taki sposób zaczęlibyście żyć obok siebie.
Zaproponuj mu, aby raz w tygodniu spędzić wieczór osobno. Napisz na kartce kilka możliwości spędzenia czasu bez niego, np.: maraton filmowy w domu z torebką ulubionych ciasteczek, spotkanie z przyjaciółmi, trening w klubie sportowym itp. Wymieńcie się kartkami, nie pytając jednak drugiego o zdanie – w końcu to jest wasz osobisty czas.
Nie rób uwag na temat jego planów. Ale opowiedzcie sobie nazajutrz, jak spędziliście wieczór.
Na niezależność składa się także samodzielność finansowa. Często pieniądze są kością niezgody nawet w najbardziej harmonijnych związkach. Dobrze by było, gdybyś miała swoje własnie dochody, ale nawet jeśli jest to rzeczą niemożliwą, powinnaś mieć pewną sumę (wysokość uzgodnijcie razem) tylko dla siebie. To samo dotyczy twojego partnera. Będą to pieniądze, którymi wolno ci dysponować według własnego uznania. Ale pamiętaj, że tobie też nie wolno krytykować partnera, gdy swoje zasoby wyda twoim zdaniem na bzdury.

Znaczenie zadowalającej seksualności jest jasne.

Seks uprzyjemnia nie tylko doraźne chwile, ale także zapewnia dobry nastrój w partnerstwie.

Kto nie chciałby mieć dobrego seksu? Jednak musimy zdać sobie sprawę z tego, że najczęściej dla kobiety na dobry seks składa się cała gama przeżyć z nim związana, a dla mężczyzny częstotliwość spółkowania.
Czyli niezadowolenie kobiety rezultuje z nienasycenia emocjonalnego i niesatysfakcjonującego gatunku spotkania erotycznego. Natomiast mężczyźni skarżą się, gdy „dostają za mało”, przy czym miarką jest przeważnie porównanie z opowiadaniami kolegów.

W tym miejscu stosowane wydaje mi się wspomnienie o wynikach badań angielskiego naukowca, pani Dorothy Einon, która odkryła, że frekwencja stosunków płciowych podawana przez mężczyzn jest trzy razy wyższa, niż podawana przez kobiety. Co przecież jest niemożliwe, skoro do seksu potrzeba obojga. Wniosek nasuwa się sam: panowie przechwalają się. A ich koledzy wpadają we frustrację.

Dobry seks musi sprawiać przyjemność obojgu. Opowiedzcie sobie, czego wam potrzeba do osiągnięcia satysfakcji seksualnej. Przy tym pamiętajcie, że seks to nie to samo co akt płciowy.
Wzmocnienie zmysłowości. Uzgodnijcie dzień, który chcecie poświęcić seksowi. Wybierzcie taki czas, gdy nie jesteście ani zmęczeni, ani zestresowani i nikt nie będzie wam przeszkadzał. Bawcie się sobą nawzajem, przestrzegając dwóch tabu: spółkowania i orgazmu. W taki sposób na nowo poznacie własną zmysłowość.

Ciekawym fenomenem jest fakt, że niechętnie zastanawiamy się nad gatunkiem własnego związku, nie chcemy o nim dyskutować, ani nad nim pracować, pomimo że szczęścia szukamy właśnie w dobrze funkcjonującym partnerstwie. Ani duży dom, ani dobry samochód czy kariera zawodowa nie dają pełnego szczęścia, gdy nie rozumiemy się z partnerem. Potraktuj powyższe rady jak eksperyment, który być może przyniesie ciekawe rezultaty. Jeśli uda ci się wprowadzić do waszego programu chociaż kilka punktów, możesz sobie pogratulować.


Trzy zasady, których musicie być świadomi:

1. Każdego z nas ukształtowały przeżyte doświadczenia, przyjemne i przykre, na podstawie których powstał nasz wewnętrzny program, sterujący naszym postępowaniem. Mamy prawo unikać rzeczy, których nie lubimy i dążyć do sytuacji, wywołujących w nas uczucie zadowolenia.

2. Wszyscy jesteśmy egoistami. Nie zarzucaj partnerowi egoizmu, gdyż każde z nas kieruje się pragnieniem zaspokojenia własnych potrzeb. I tak jest dobrze.

3. Zmienić możesz tylko jednego człowieka: siebie samego. Nie możesz wychowywać ani zmieniać partnera, ale możesz popracować nad własnym rozwojem. Gdy uda ci się zmienić na lepsze chociaż jedną swoją cechę, staniesz o stopień wyżej na drabinie rozwoju i tym samym doprowadzisz do zmiany w waszym związku, a o to właściwie chodzi.


Odczytuj sygnały alarmowe

Wszystko da się jeszcze naprawić, jeżeli:

- czujecie do siebie wzajemny respekt,
- twoje pretensje rodzą się właściwie z frustracji wywołanej zbyt skromną ilością dowodów miłości ze strony partnera,
- pomimo wszystko sprawiacie sobie prezenty urodzinowe,
- wady partnera bledną w obliczu jego zalet,
- każdego nowo poznanego mężczyznę przyrównujesz do niego,
- twoja spontaniczna myśl o nim ma pozytywne zabarwienie,
- wiesz, że nie zmieni swoich najgorszych trzech wad, a mimo to chcesz być z nim,
- przytulanie do niego pomaga odzyskać równowagę ducha po trudnym dniu,
- widząc w sklepie coś ładnego, czujesz spontaniczną ochotę podarowania mu tego,
- chętnie z nim rozmawiasz,
- jesteś pierwszą osobą, do której on dzwoni, gdy zdarzy się w jego życiu coś ważnego,
- ciągle jesteś zdania, że on cię lubi,
- masz jeszcze zaufanie,
- nie ma problemów w łóżku.

Wasz związek jest zagrożony, jeżeli:

- gdy przydarzy ci się coś dobrego, najpierw dzownisz do przyjaciółki,
- ziewasz na samą myśl spędzenia w domu wieczoru tylko z nim,
- widząc go po urlopie, masz wrażenie, że wracasz do więzienia,
- nie odróżniasz uczucia od przyzwyczajenia,
- milczycie, siedząc w restauracji,
- partner trzyma „w rezerwie” inne kobiety na wypadek rozstania,
- potrzebujesz go bardziej, niż kochasz,
- nie umiesz się z nim śmiać, zwłaszcza z siebie samej,
- coraz rzadziej masz ochotę na seks,
- leżysz w nocy i łamiesz sobie głowę, dlaczego on to, czy tamto zrobił, względnie nie zrobił.

To chyba koniec, jeżeli:

- wydaje ci się, że twój partner jest ci kulą u nogi,
- nie widzicie na horyzoncie wspólnego celu,
- żyjecie kompletnie obok siebie, a spotykacie się tylko w kuchni,
- w wasze życie musi interweniować policja,
- masz wrażenie, że musiałabyś się zmienić, aby być kochaną przez twojego partnera,
- szukacie sposobów, jakby sobie dokuczyć,
- czujesz wobec niego tylko żądzę zemsty,
- nie znosisz, gdy on cię dotyka,
- nie znosisz jego zapachu,
- nie masz już zaufania,
- on w twoich oczach posiada więcej wad niż zalet,
- nie możesz się opędzić od wrażenia, że on wcale nie chce cię zrozumieć,
- z jakąś określoną cechą partnera, której on nigdy nie zmieni, nie możesz, względnie nie chcesz żyć,
- macie całkiem inne wyobrażenie o wspólnym życiu,
- wybrałaś go z braku innego i on to czuje,
- nic nie funkcjonuje w łóżku.


Fatalna trzynastka (grzechów głównych)

1. Obraźliwy sposób prowadzenia rozmów: wyrzuty, ataki, krytyka, przezwiska, ośmieszanie, a także reagowanie absolutnym milczeniem.
2. Unikanie seksu, czyli brak bliskości, czułości i aktów płciowych.
3. Nieprawidłowy podział władzy: on nie dopuszcza cię do konta, ty nastawiasz dzieci przeciwko niemu.
4. Nie do końca uzgodnione cele życiowe, np. ty chcesz dzieci, on nie.
5. Niesprawiedliwy podział obowiązków, np. praca w domu spoczywa tylko na twoich barkach, pomimo, że pracujesz także zawodowo.
6. Obraza partnera poprzez zaniedbywanie higieny osobistej i garderoby.
7. Wyrażanie swoich agresji za pomocą wrzasków, lub przemocy fizycznej.
8. Paraliżowanie partnera przez kurczową bliskość.
9. Nieuregulowanie poprzednich związków, lub mocna zależność od domu rodzinnego.
10. Totalna izolacja, czyli odcięcie siebie i/lub partnera od kręgu znajomych.
11. Kompleksy mniejszości, ujawniające się w wiecznym strachu o względy partnera, podejrzliwości i niekończącym się żądaniu okazywania miłości i szacunku.
12. Traktowanie związku jako deski ratunku przed samotnością.
13. Złamanie lojalności poprzez zdradę.


Krystyna Czerny

Krys.JPG
Plik ściągnięto 197 raz(y) 84,75 KB

_________________
Krys
Ostatnio zmieniony przez Baba Jaga 2011-07-01, 11:24, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Paweł 

Pomógł: 1 raz
Dołączył: 12 Mar 2011
Posty: 43
Skąd: Szczęśliwice Ochota
Wysłany: 2011-06-18, 22:57   Kryzys to nie klęska. Klęska to nie koniec.

Kryzys to nie klęska. Klęska to nie koniec.

Artykuł bardzo ciekawy, na pewno wart szczegółowej analizy. Z wieloma sprawami mogę się zgodzić, np. podoba mi się ta "fatalna 13-tka". I nie tylko to.

Chcę na razie napisać jeszcze coś na uzupełnienie - KRYZYS nie musi być równoznaczny z KLĘSKĄ.

Najpierw trzeba pamiętać, że warto walczyć, nie poddawać się, żeby te kryzysy nie zamieniły się w nasze klęski. Nie neguję, że czasem konieczne jest odpuścić - dla zdrowia psychicznego i fizycznego również. Jednak nie wolno nam przestraszyć się Kryzysu. Kryzys może być bolesnym procesem, ale jego zakończeniem może być nowe życie, nowa jakość - jak to ostatnio się "modnie" mówi.
Klęska za to oznacza, że coś zostało zniszczone. Kiedy ponosimy klęskę, musimy pożegnać się z dotychczasowymi planami na życie. Jednak nawet klęska nie oznacza, że przegrałem jako osoba. Przez taką jakby-przegraną też można się otworzyć na nowe życie, odkryć być może swoje lepsze, prawdziwsze "ja".

Pewnie jestem optymistą, ale wiara w dobre jutro nie może być zła.
 
 
Krys 

Dołączyła: 05 Maj 2011
Posty: 170
Skąd: Austria, USA
Wysłany: 2011-06-18, 23:30   

Pawel,

Twoja uwaga jest absolutnie bardzo sluszna i ciekawa. Zawsze powinnismy byc swiadomi, ze - tak jak mowisz - kryzys to niekoniecznie kleska. Masz racje - to moze byc poczatek lepszego zycia.
Dziekuje Ci za te uwage.
I - prosze usilnie - nie zmieniaj swojego optymistycznego nastawienia. Skoro jest na korzysc, to nie moze byc zle. :)
_________________
Krys
 
 
Alina 

Wiek: 36
Dołączyła: 01 Lip 2011
Posty: 48
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2011-07-01, 14:29   

Ciekawe...
_________________
Alina
 
 
Dawid 

Wiek: 38
Dołączył: 10 Lip 2011
Posty: 107
Skąd: Nowy Jork
Wysłany: 2011-07-22, 14:58   

Kryzys jest jak koniec wakacji. Jestesmy zmuszeni wrocic do szkoly, by nauczyc sie czegos nowego.
_________________
Dawid
 
 
ddaw 

Dołączył: 20 Cze 2019
Posty: 9
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2019-06-20, 08:59   

Wiele osób zastanawia się nad terapią małżeńską. moim zdaniem warto jest tego spróbować z uwagi na to, ze przydaje się spojrzenie osoby z zewnątrz. Najtrudniejsze są pierwsze spotkania - często trzeba sobie powiedzieć wiele rzeczy, to c nam leży na duszy. W wielu przypadkach może byc to raniące dla drugiej osoby.

Z drugiej strony daje to możliwość oczyszczenia związku i naprawy.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo. Done by Forum Wielotematyczne
stat4u
Kopiowanie tre?ci i zdj?? z portalu i forum bez zezwolenia zabronione