Strona GłównaStrona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Jan Tereszczenko - Ryszard Horowitz - korespondencja
Autor Wiadomość
Jerzy_S 

Wiek: 68
Dołączył: 06 Kwi 2011
Posty: 721
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2014-12-25, 10:09   Jan Tereszczenko - Ryszard Horowitz - korespondencja

Jan Tereszczenko - Ryszard Horowitz - korespondencja

Kochani,

Tutaj, poniżej, jest wymiana korespondencji między mną a autorem Auto-Bio dzieła, Rychu (Ryszardem) Horwitzem, (Ryszard Horowitz, ŻYCIE NIEBYWAŁE, Wspomnienia fotokompozytora, Wydawnictwo ZNAK, Kraków 2014…), sławnym już w tej chwili FOTOKOMPOZYTOREM, i autorem niesłychanie skomplikowanej i wspaniałe skomponowanej (on kompozytor of images, ale jak widać i SŁÓW…!), autobiograficznej książki… Nie chcę mówić, że POLECAM, bo to jest zbyt trywialne… Rychu Horowitz dokonał czegoś, co nie tyle jest w słowach, ile raczej między wierszami, tej jego Auto-Bio, i za to należy mu się specjalne uznanie, które, mam wrażenie, będziecie dzielić ze mną po przeczytaniu tego materiału…

Moja korespondencja z nim była sprawą prywatną między nami, do momentu, kiedy on potwierdził odbiór, i odtąd, zgodnie z nowymi zasadami korespondencyjnymi, jest w domenie publicznej… Jeśli więc będziecie chcieli dzielić się tym z dalszymi Waszymi korespondentami, be my guest...! Mam też wrażenie, że Rychu też to zaakceptuje…

No, a po przeczytaniu, jeśliby naszło Was podzielić się z nim -- czy też ze Światem… -- Waszymi obserwacjami, myślę, że byłoby to też warte Waszego czasu, i jego aprobaty…

I pozostaję z poważaniem…

Tarrrah…!

Jan (TEKO)



From: Ryszard Horowitz
Sent: Wednesday, December 24, 2014 10:43 AM
To: Jan
Subject: Re: Życie niebywałe...

Jasiu,

Jestes wspanialy obsypujac mnie tyloma pochwalami. Nie zapomnij, ze nalezy tez uhonorowac redakcje, ktora na wszystkie strony badala pisownie, gramatyke, ortografie i “prawde historyczna’ kazdego mojego slowa. Prawda jest ze to w koncu moja ksiazka o moim zyciu, ale nie pracowalem w prozni i poswiecilem tej sprawie prawie cztery lata mozolnej pracy. Bardzo ucieszyla mnie twoja reakcja i musze tu skromnie dodac, ze jak dotychczas, recenzje wiekszosci czytelnikow sa wysmienite. Teraz ciekawi mnie czy te wszystkie superlatywy bedziemy mogli przeliczyc na ilosc sprzedanych ksiazek. Tego niestety nie bede wiedzial przez nastepnych pare tygodni. Jeszcz raz serdeczne dzieki i najlepszego z okazji Swiat i Nowego Roku. Czekam na twoja ksiazke.

Rysiek


On Dec 23, 2014, at 12:26 AM, Jan <teko@shaw.ca> wrote:

Rychu,

22 grudnia 2014, godzina 15:28p. Przed chwilą zamknąłem ostatnia stronę Twojej książki, i mam jeszcze w uszach ”melodię” tekstu… Dziwne, co…? Czytałem, w zasadzie, po 100 stron za każdym siedzeniem; powinienem może był czytać w jednym, bowiem podobnie do Joycea, wygląda na to, że czytanie Twojego tekstu powinno się raczej czytać jednym tchem, a wtedy ta muzyka nabierałaby może nawet jeszcze większego brzmienia… Muzyka, eh…? Chyba jednak tak, bo zastanawiając się nad istotą mojej percepcji całości, muzyczność ma tu chyba najbardziej prawidłową interpretacje odbioru. Dlaczego…? Starając się usystematyzować, (usyntetyzować…?), istotność całokształtu Twojego tekstu -- nie partykularność, a właśnie całość, (i to partytularnie...!) -- sprawia on takie najważniejsze i bodaj najpierwsze wrażenie… Całość…! Jak tyś to wymyślił, jak tyś to tak zaprojektował, że tak skomplikowana próba autobiograficzna, i to po ponad 50 latach od ostatnich lekcji i polskiego, i literatury ‘po polsku’, została ‘zaprojektowana’ przez Ciebie w układzie tak niesłychanie zamkniętym, a również stwarzającym już w swoim założeniu, tak niesamowicie zaprojektowaną całość… Nie mogę się nie przyznać, że niezależnie od takich czy innych okoliczności w moi życiu, (twórczym, znaczy się…), ja jestem, ale jednak psychicznie ‘syntetykiem’… To znaczy, że stając wobec konieczności odbioru, czy nawet założenia, jakiegoś ‘dzieła’, takiego czy innego, moim pierwszym miernikiem jego wartości jest jego syntetyczność; i takie czy inne udrobnione w detale i posegregowane na różne środki percepcyjne dzieła, unikają mojej szczególnej uwagi… Dotyczy to również i mojej własnej ‘twórczości’, której jestem bodaj najbardziej krytycznym odbiorcą. Bo, jako że jeśli ale talentu mi Bozia nie dała, musiałem zawsze wszystko, co wyszło mi kiedykolwiek spod pióra, pędzla, ołówka kreślarskiego czy jęzora, budować niestety na składaniu z detali… No, ale to ja… Kiedy chodzi o ‘innych’, to ja zawsze staję w osłupieniu nad wspaniałością usyntetyzowanej całości… I o tym jest tutaj mowa…


Pozwól, że dokonam tutaj pewnego odniesienia.


Kiedyś, już bardzo dawano temu, określiłem pewną koncepcję, bodaj ‘filozoficzną’, jaką następnie posługiwałem się w różnych moich wykładach, ale i w moich własnych dokonywaniach pomiarów wartości rożnych rzeczy. Żeby ułatwić tutaj sprawę, pozwól mi przytoczyć ją tutaj z innego już źródła, żeby się bodaj nie plątać w detalach. Oto ona:


Teoria Pięciu Płaszczyzn Sztuki... … Pierwsza to RZEMIOSŁO... Nie wymaga ona większych definicji; opanowujemy technikę, martwą manipulatorykę narzędzi i warsztatu. Druga Płaszczyzna to FORMA... Forma jest równie martwa; jest to tylko geometryczna definicja przestrzeni czy czegoś tam. Trzecią Płaszczyzną jest WYRAZ... Wyraz nadany formie określa stan dziania się formy, ale jest to dzianie się jednostkowe, zamknięte jedynie w relacji do formy. Czwartą Płaszczyzną. (i tutaj nie mam polskiego odpowiednika słownego...), jest STORY, "historia...?" Forma pomnożona przez czas; forma dziejąca się w czasie; forma zawieszona w procesie intelektualnym; "Ach, opowiem ci niesamowitą historię...", itp. A piątą Płaszczyzną jest DUCH... (SPIRIT...)... Tylko niektórzy, i tylko po wielkich dociekaniach osiągają tę piątą płaszczyznę; jest to płaszczyzna opadającej szczęki; jest to absolutne zatrzymanie się przed Akropolem, albo stomilionoletnim zębem dinozaura; SPIRIT przelewa się nam przez palce, nie daje się zdefiniować. Wszystkie gadulstwa na ten temat, wszystkie krytyki literackie czy artystyczne to są bajduły, pierdoły wypierdków kultury, którzy w swojej arogancji ośmielają się nawet pysk otwierać. Przed duchem ludzie stają w oniemieniu, onieśmieleniu i podają się mu czy chcą czy nie chcą. Znałem w życiu tylko na palcach policzyć, tych, co wypełniali sobą pokój, w którym przebywali, bo artyzm ich życia był piąto-płaszczyznowy. Zresztą, ta cała teoria pięciu płaszczyzn odnosi się nie tylko do sztuki. Po pewnym przemyśleniu okazuje się, że aplikuje w gruncie rzeczy do wszystkiego: Do biegów na 100 m...? Do muzyki...? Do podróży kosmicznych...? Do Principia Mathematica...? Wybuchu atomowego…? Do Boga...? Wojny...? Auschwitz...?


No, właśnie…


Nie mogę uciec tutaj od pewnej mojej impresji, że…


Ale tutaj sprawa jest trochę bardziej skomplikowana, muszę bowiem próbować mówić o połączeniu spraw pozornie niedających się kompozycyjnie połączyć, a jednak… Chodzi mi o połączenie sprawy… ‘życia’, ze sprawą… ‘o tym życiu’, i czy można tak odległe formalnie sprawy połączyć w jedno dzieło sztuki…


Można…!


Jak wiesz ja też spisałem swoją autobiografię, i nawet coś tam Sadkowski o tym naperorował, ale moja ‘literatura’ w zestawieniu z ‘przedmiotem’, jedzie zdecydowanie po dwu torach… Moje życie – jakie tam było… -- i to co ja sam o ‘moim życiu‘ napisałem, to są dwie odmienne sprawy, pełne detalu może, i nawet humory, ale zestawione w jednej książce stoją jednak obok siebie… Moje życie TU, a to o nim, TAM… Żadna sztuka, każdy to potrafi, lepiej lub gorzej…


Ale nie TY… Bo Tobie, Rychu wyszło coś, co jest prawie niespotykane, a spotkane wola o zachwyt, udało Ci się bowiem – czy to całkiem świadomie zaplanowane, nie ważne, czy też jako całkiem podświadomy przypadek -- dokonać połączenia narracji o ‘życiu’, z samym… ‘życiem’, a to zakrawa na wspaniałość, ta, będąca jedynie możliwa do konsumpcji w formie MUZYKI… I GRA…!


No i co…? Ja mogę tylko dodać, że wyszło Ci, Rychu, a wyszło Ci właśnie tak, i to bodaj… z bardzo GRUBEJ RURY…! Jeśli mogę jeszcze coś dodać, z tej mojej tam powyżej, ‘filozofii’, to pozwól mi zakwalifikować CIEBIE, Twoje ŻYCIE, i to, co stworzyłeś NA TEMAT Twojego życia, do tej Piątej Płaszczyzny, a ta… I tutaj jeszcze jedna wstawka: Ja bardzo przepraszam, że ja takie tutaj peany, i że może nawet uśmiechasz się pod wąsem, co to tu ten Jan wygaduje, ale ja Ci powiem, że JA, TY i nawet TWOJE ŻYCIE, TWOJE DZIEŁA, i nawet to, co o tym wszystkim NAPISAŁEŚ, odejdzie kiedyś do przeszłości… Jedna sprawa zostanie, a ta jest – WŁAŚNIE…! – w departamencie DUCHA, a w tym nie masz nic do gadania… Stało się, i tak trzymać…!


W zasadzie tutaj powinienem skończyć… Ale ze mną jest jeden problem. Jeśli ja raz otworzę gębę, nie łatwo jest mi ją zamknąć… Dlatego niech mi będzie wolno dodać jeszcze do tych Grubych Rur, z powyżej, kilka trywiów o mniej ważnej prowinencji…


Twój POLSKI, Rychu… Mówisz, że to już, ile…? 56 lat tej amerykanizacji…? (Ja też już zaraz za Tobą, bo właśnie minie mi we wrześniu 55 lat tego samego…). A ten Twój polski jest nadal, i to całkiem zaskakująco… NIESKAZITELNY… Wiesz co, ja wiem coś o tym… I tutaj chcę się z Tobą tym podzielić… Jeszcze w czasie mojego New Yorku, nachodziło mnie czasem, że mój stosunek do polskiego, nie tyle zmniejszył się przez emigrację i odejście od bieżącej polskości, ile się pogłębił… Niejednokrotnie zastanawiałem się nad niektórymi układami słownymi, czy też konstrukcjami językowymi, jakie zaczęły się u mnie uwidaczniać, nie w kontekście klasy od polskiego, Pani Sasin, u Staszica, ale właśnie w Ameryce. I tak już zostało; i w konsekwencji napisałem był dość dużo, i nawet intersująco PO POLSKU, co prawda bez tego artyzmu językowego, jaki znajduję u Ciebie, ale całkiem nieźle w czytaniu… Co więcej, obserwuję, że u źródła, polski język tak się ostatnio poważnie zmalwersował, że czasem ośmielam się twierdzić, że, Kochani, ale my na emigracji mówimy lepiej po polsku niż wy tam… A już o Twoim języku w twojej książce to już nie ma co mówić… Wyrasta ponad poziomy…! Gratuluję, i też: Tak trzymać…!


Z całkiem innej beczki… Po wielu latach odkładania, zabrałem się wreszcie za czytanie dwutomowego dzieła, Henry Kissingera, (każde po 1200 stron…), WHITE HOUSE YEARS & YEARS OF UPHEAVAL. Ta wspaniała literatura polityczna, naszpikowana wprost niezliczona ilością historycznych detali, z okresu bardzo intensywnego dziania się w Ameryce i na świecie, ale jest przede wszystkim charakterystyczna, niezwykłą elegancją autora w odniesieniu do wszystkich, nawet bardzo trudnych i skomplikowanych okoliczności i ludzi… Zapamiętałem to, tym bardziej, że prawdopodobnie nie wiesz, że ja odbyłem 32 lata Kyokushin karate-do, w procesie czego dorobiłem się czarnego pasa trzeciego stopnia w tej sztuce.. Piąte przykazanie w tym Kyokushin karate mówi, że: We will follow our religious principles, and never forget the true virtue of humility. Czytając Twoją autobiografię, te dwa punkty odniesienia, Kissinger w sprawie jego elegancji i Kyokushin w sprawie jego skromności, stały mi cały czas przed oczami, jak gdyby jakaś taka myśl przewodnia, na której świadomie, czy też nieświadomie zbudowałeś obraz swojej osoby w tej Twojej narracji. Byłem tego świadom tym bardziej, że ja sam przeszedłem przez taką reinkarnację osobowości, nie bez wielkiego trudu, i kiedykolwiek spotykam się z wyrazami zarówno elegancji, jak i skromności, skłaniam przed niemi głowę… Czytając stało mi to też przed oczami, i… tak


trzymać…!


Kilka tygodni temu, w czasie kolejnego Wieczoru Poezji u Staszków Smuga-Otto, (oni zawsze w okolicy Zaduszek urządzają wieczór ‘Dziadów’, w zasadzie po prostu Poezji…). Na ostatnim wieczorze czytałem: „Bal w operze”, Tuwima … Wyszło bardzo dobrze, partie nawet znam na pamięć… Dla Tuwima mam specjalną rewerencje, primo, bo miałem okazje go poznać osobiście, i secundo, bo Tuwim jest jednym ze znanych Polskich Żydów, którzy… I tutaj niech przytoczę, przekazaną mi nie tak dawno, a mało znaną w Polsce, jego Deklarację moralno-polityczną wydaną w sierpniu 1944 roku w Londynie, pt. MY ŻYDZI POLSCY… Jest to jeden ze wspanialszych dokumentów ‘politycznych’ polskich, jakie znałem… (Nie wiem czy znasz to, i nawet, jeśli znasz, to załączam tutaj i tak, bo warto…). A dlaczego o tym mówię…? Bo czytając Twoją ‘deklaracje’, o podobnej Tuwimowej intencji i formie, nie mogłem nie łączyć obu w moich myślach… Sprawa Polskich Żydów nie została nigdy dotąd zasadniczo wy-wentylowana i omówiona, sama będąc w swej istotności niezwykle skomplikowana i zawiła… Bo i rozbiory, i Kościół, i w ostateczności i Nazism cum Stalinizm tak to wszystko skomplikowały, że występuje zawsze w karykaturalnie dziwacznej formie… No, i czeka na ostateczną wersję historyczną bez politycznych malwersacji, we w te, czy w tamte… Twoja deklaracja, znowu w bardzo elegancki i bardzo skromny sposób, niepozbawiona echa serdeczności jak u Tuwima, i w kontekście już omówionego artyzmu, i stawiająca jasno ten bardzo ważny problem pod rozwagę i czytelników i historii, może nie załatwia sprawy, ale ją zdecydowanie wyprostowuje… I tak, też, trzymać…!


To tyle Rychu. Tak trzymaj…!

Twój z poważną rewerencją…

Jan (Janek) (TEKO) Tereszczenko,
w YEG


Ps, Załączam Tuwima, niezależnie czy masz, czy nie masz…

JULIAN TUWIM

1944, sierpień, Londyn

MY, ŻYDZI POLSCY...

Matce w Polsce lub najukochańszemu Jej cieniowi.

...I od razu słyszę pytanie: "Skąd to MY?" Pytanie w pewnym stopniu uzasadnione. Zadają mi je Żydzi, którym zawsze tłumaczyłem, że jestem Polakiem, a teraz zadadzą mi je Polacy, dla których w znakomitej większości jestem i będę Żydem. Oto odpowiedź dla jednych i drugich.

Jestem Polakiem, bo mi się tak podoba. To moja ściśle prywatna sprawa, z której nikomu nie mam zamiaru zdawać relacji, ani wyjaśniać jej, tłumaczyć, uzasadniać. Nie dzielę Polaków na "rodowitych" i "nierodowitych", pozostawiając to rodowitym i nierodowitym rasistom, rodzimym i nierodzimym hitlerowcom. Dzielę Polaków jak Żydów i jak inne narody, na mądrych i głupich, uczciwych i złodziei, inteligentnych i tępych, interesujących i nudnych, krzywdzonych i krzywdzących, gentlemenów i nie-gentlemenów itd. Dzielę też Polaków na faszystów i kontrfaszystów. Te dwa obozy nie są, oczywiście, Jednolite, każdy z nich mieni się odcieniami barw o rozmaitym zgęszczeniu. Ale linia podziału na pewno istnieje, a wkrótce da się całkiem wyraźnie przeprowadzić. Odcienie zostaną odcieniami, lecz barwa samej linii zjaskrawieje i pogłębi się w zdecydowany sposób.

Mógłbym powiedzieć, że w płaszczyźnie politycznej dzielę Polaków na antysemitów i antyfaszystów. Bo faszyzm to zawsze antysemityzm. Antysemityzm jest międzynarodowym językiem faszystów.

II

Gdyby jednak przyszło do uzasadnienia swej narodowości, a raczej narodowego poczucia, to jestem Polakiem dla najprostszych, niemal prymitywnych powodów przeważnie racjonalnych, częściowo irracjonalnych, ale bez "mistycznej" przyprawy. Być Polakiem - to ani zaszczyt, ani chluba, ani przywilej. To samo jest z oddychaniem. Nie spotkałem jeszcze człowieka, który jest dumny z tego, że oddycha.

Polak - bo się w Polsce urodziłem, wzrosłem, wychowałem, nauczyłem, bo w Polsce byłem szczęśliwy i nieszczęśliwy, bo z wygnania chcę koniecznie wrócić do Polski, choćby mi gdzie indziej rajskie rozkosze zapewniono.

Polak - bo dla czułego przesądu, którego żadną racją ani logiką nie potrafię wytłumaczyć, pragnę, aby mnie po śmierci wchłonęła i wessała ziemia polska, nie żadna inna.

Polak - bo mi tak w domu rodzicielskim po polsku powiedziano; bo mnie tam polską mową od niemowlęctwa karmiono; bo mnie matka nauczyła polskich wierszy i piosenek; bo gdy przyszedł pierwszy wstrząs poezji, to wyładował się polskimi słowami; bo to, co w życiu stało się najważniejsze - twórczość poetycka - jest nie do pomyślenia w żadnym innym języku, choćbym nim jak najbieglej mówił.

Polak - bo po polsku spowiadałem się z niepokojów pierwszej miłości i po polsku bełkotałem o Jej szczęściu i burzach.

Polak dlatego także, że brzoza i wierzba są mi bliższe niż palma i cyprus, a Mickiewicz i Chopin drożsi, niż Szekspir i Beethoven. Drożsi dla powodów, których znowu żadną racją nie potrafię uzasadnić.

Polak - bo przejąłem od Polaków pewną ilość ich wad narodowych. Polak - bo moja nienawiść dla faszystów polskich Jest większa, niż faszystów innych narodowości. I uważam to za bardzo poważną cechę mojej polskości.

Ale przede wszystkim - Polak dlatego, że mi się tak podoba.

III

Na to słyszę głosy: "Dobrze. Ale Jeżeli Polak, to w takim razie dlaczego "My, ŻYDZI"? Służę odpowiedzią: Z POWODU KRWI. - "Więc rasizm?!" -Nie. Wcale nie rasizm. Wprost przeciwnie.

Dwojaka jest krew: ta w żyłach i ta z żył. Pierwsza jest sokiem cielesnym, więc badanie Jej należy do fizjologów. Kto tej krwi przypisuje jakieś inne, poza organicznymi, specjalne właściwości i tajemnicze moce, ten, jak to widzimy, w konsekwencji obraca miasta w zgliszcza, wyrzyna miliony ludzi i wreszcie, jak to zobaczymy, sprowadza rzeź na własny swój szczep.

Druga krew - to ta właśnie, którą ów herszt międzynarodowego faszyzmu wytacza z ludzkości, aby zadokumentować tryumf własnej juchy nad moją juchą - krew niewinnie pomordowanych milionów ludzi, krew nie ukryta w arteriach, lecz krew ujawniona. Takiej powodzi męczeńskiej krwi nie było jeszcze Jak świat światem, a krew Żydów (nie "krew żydowska") najszerszymi, i najgłębszymi płynie strumieniami. Zczerniałe jej potoki zlewają się już w burzliwą, pienistą rzekę - I W TYM OTO NOWYM JORDANIE PRZYJMUJĘ CHRZEST NAD CHRZĘSTY:

KRWAWE, GORĄCE, MĘCZENNICZE BRATERSTWO Z ŻYDAMI.

Przyjmijcie mnie. Bracia, do tej zaszczytnej wspólnoty Niewinnie Przelanej Krwi. Do tej gminy, do tego kościoła chcę od dziś należeć.

Ta RANGA - ranga Żyda Doloris Causa - niechaj będzie udzielona polskiemu poecie przez naród, który go wydał. Nie za żadne zasługi, bo Ich przed wami nie mam. Będę to uważał za awans i najwyższą nagrodę za tych parę wierszy polskich, które może mnie przeżyją i pamięć o których związana będzie z moim imieniem - imieniem Żyda polskiego.

IV

Na opaskach, Jakie nosiliście w ghetcie, wymalowana była gwiazda Dawida. Wierzę w taką przyszłą Polskę, w której ta gwiazda, ta z opasek, stanie się jednym z najwyższych odznaczeń, udzielanych najwaleczniejszym żołnierzom i oficerom polskim. Będą ją oni z dumą nosili na piersi obok dawnego Virtuti Militari. Będzie i Krzyż Ghetta - nazwa głęboko symboliczna. Będzie Order Żółtej Łaty - zaszczytniejszy niż niejedno dotychczasowe świecidło. I będzie w Warszawie, i w każdym innym mieście polskim, pozostawiony, utrwalony i konserwowany jakiś fragment ghetta w niezmienionej postaci, tak jak go zastaniemy, w całej zgrozie zgliszcz i zniszczenia. Otoczymy ten zabytek hańby naszych wrogów, a chwały naszych umęczonych bohaterów łańcuchami, odlanymi ze zdobytych hitlerowskich armat, i świeże, żywe kwiaty będziemy co dzień wplatać między żelazne ogniwa, aby po wieczne czasy świeża i żywa pozostała pamięć przyszłych pokoleń o zmasakrowanym narodzie, i na znak, że zawsze żywy i świeży jest nasz ból po nim.

Kościołowi narodowych pamiątek przybędzie jeszcze jedna. Będziemy tam prowadzić dzieci i opowiadać o najpotworniejszym w dziejach świata męczeństwie ludzi. W centrum tego pomnika, którego tragizm uwydatnią otaczające go nowoczesne, da Bóg, Szklane Domy odbudowanego miasta, płonąć będzie nigdy nie gasnący ogień. Przechodnie będą zdejmować przed nim kapelusz.

A kto chrześcijanin - przeżegna się znakiem krzyża... Więc z dumą, z żałobną dumą będziemy nosić tę rangę, wszystkie inne zaćmiewającą - rangę Żyda Polskiego - my, cudem i przypadkiem pozostali przy życiu. Z dumą? Powiedzmy raczej: ze skruchą i żrącym wstydem. Bo przypadła nam ona za waszą mękę, za waszą chwałę. Odkupiciele!

...Więc może nie "My, Żydzi Polscy", ale "My, Widma, my. Cienie pomordowanych braci naszych, Żydów Polskich"...

V

My Żydzi Polscy... My, wiecznie żywi - to znaczy ci, którzy zginęli w ghettach i obozach, i my widma - to znaczy ci, którzy zza mórz i oceanów wrócimy do kraju i będziemy straszyć wśród ruin swymi w całości zachowanymi cielskami i upiornością niby to zachowanych dusz.

My, prawda grobów, i my złuda istnienia, my, miliony trupów i kilkanaście, może kilkadziesiąt tysięcy niby nietrupów; my, nieskończenie wielka bratnia mogiła; my, kirkut, jakiego dzieje nie widziały i nie zobaczą.

My, poduszeni w komorach gazowych i przetopieni na mydło, którym nie zmyje się ani śladów naszej krwi, ani piętna grzechów świata wobec nas.

My, których mózgi tryskały na ściany naszych nędzarskich mieszkanek i na mury, pod którymi nas masowo rozstrzeliwano - tylko za to, że jesteśmy Żydami.

My, Golgota, na której mógłby stanąć nieprzebyty las krzyżów. My, którzyśmy dwa tysiące lat temu dali ludzkości jednego niewinnie przez Imperium Romanum zamordowanego Syna Człowieczego - i wystarczyło tej jednej śmierci, aby się stal Bogiem. Jaka religia urośnie z milionów śmierci, tortur, poniżeń i rozkrzyżowanych w ostatniej rozpaczy ramion?

My, Szlojmy, Srule, Mośki, parchy, bejlisy, gudłaje-my, których imiona i przezwiska prześcigną w dostojności brzemienia wszelkich Achillesów, Chrobrych i Ryszardów o Lwich Sercach.

My, znowu w katakumbach - w "bunkrach" pod brukiem Warszawy, człapiący w smrodzie ścieków, ku zdziwieniu naszych kompanów - szczurów.

My, z karabinami na barykadach, śród ruin naszych bombardowanych z powietrza domostw; my, żołnierze wolności i honoru...

"Jojne, idź na wojnę!" Poszedł, szanowni panowie, i zginął za Polskę..

My, którym "twierdzą był każdy próg" każdego walącego się na nas domu.

My, Żydzi polscy, dziczejący w lasach, karmiący przerażone nasze dzieci korzonkami i trawą, my pełzający, czołgający się, nastroszeni, z jakąś cudem zdobytą lub za grube pieniądze wybłaganą, staroświecką dwururką...

My, Hiobowie, my. Nioby, my na pokucie po setkach tysięcy naszych żydowskich Urszulek...

My, głębokie doły potrzaskanych, pomiażdżonych kości i poskręcanych, pręgami pokrytych zwłok.

My-krzyk bólu! Krzyk tak przeciągły, że go najdalsze wieki usłyszą. My, Wycie, my Chór, zawodzący mogilne El mole rachmim, którego stulecie będzie stuleciu przekazywać.

My, najwspanialsza w dziejach kupa krwawego nawozu, którym użyźniliśmy Polskę, aby tym, co nas przeżyją, lepiej smakował chleb wolności.

My, makabryczny rezerwat, my, ostatni Mohikanie, niedobitki rzezi, które jakiś nowy Barnum może obwozić po świecie, obwieszczając na pstrych plakatach: "Niesłychane widowisko! The biggest sensation in the world! Żydzi polscy-żywi i prawdziwi!" My, Gabinet Okropności, Schreckenskammer, Chambre des Tortures! "Osoby nerwowe upraszane są o opuszczenie sali!"

My nad rzekami zamorskich krain siedzący i płaczący. Jak ongi nad rzekami Babilonu. Po całym okręgu świata płacze Rachel dzieci swoje, aleć ich niemasz! Nad rzeką Hudson, nad Tamizą, nad Eufratem, Nilem, Gangesem i Jordanem błąkamy siew rozproszeniu naszym, wołając: "Wisło! Wisło! Wisło! Matko rodzona! Szara Wisło, nie od brzasku różowa, ale od krwi!"

My, którzy nawet grobów dzieci naszych i matek nie odnajdziemy- tak się warstwami poukładają, tak się na całą ojczyznę wszerz rozpostrą w jedno pogrzebanie! I nie będzie upatrzonego miejsca, żebyś mógł na nim kwiaty położyć, ale, jak siewca ziarno, będziesz je szerokim rozmachem rąk rozrzucał. Może przypadkiem trafisz.

My Żydzi polscy... My, legenda krwią i łzami ociekająca. Kto wie, czy Jej nie trzeba będzie pisać biblijnymi wersetami: "Oby rylcem żelaznym i ołowiem na wieczną pamiątkę wydrążona była" (Hiob XIX, 24). My, apokaliptyczne stadium dziejów. My, Jeremiaszowe Treny:

..."Leży na ziemi po ulicach dziecię i starzec, panny moje i młodzieńcy moi polegli od miecza; pobiłeś ich w dzień zapalczywości twojej, pomordowałeś ich a nie sfolgowałeś..."

..."Wrzucili do dołu żywot mój, a przywalili mnie kamieniem. Wezbrały wody nad głową moją i rzekłem: Jużci po mnie!... Wzywam imienia Twego, o Panie, z dołu bardzo głębokiego... Widzisz, o Panie bezprawie, które mi się dzieje, osądźże sprawę moją... Oddajże im nagrodę Panie, według sprawy rąk ich! Dajże im zatwardziałe serce i przekleństwo swe na nich! Goń ich w zapalczywości, a zgładź ich, aby nie byli pod niebem Twoim, o Panie!" (Treny Jeremiaszowe, III).

Nad Europą stoi olbrzymi i wciąż rosnący widmowy Kościotrup. W jego pustych oczodołach świeci ogień niebezpiecznego gniewu, a palce zacisnęły się w kościstą pięść. I On, nasz Wódz i Dyktator, będzie nam dyktował prawa nasze i żądania.


Horowitz.jpg
Plik ściągnięto 183 raz(y) 100,22 KB

_________________
Jerzy_S
Ostatnio zmieniony przez Baba Jaga 2014-12-27, 20:42, w całości zmieniany 4 razy  
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo. Done by Forum Wielotematyczne
stat4u
Kopiowanie tre?ci i zdj?? z portalu i forum bez zezwolenia zabronione