Strona GłównaStrona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Opowiadanie z przymrużeniem oka...... Na Dzień Matki
Autor Wiadomość
Krys 

Dołączyła: 05 Maj 2011
Posty: 170
Skąd: Austria, USA
  Wysłany: 2011-06-07, 20:23   Opowiadanie z przymrużeniem oka...... Na Dzień Matki

Na Dzień Matki ;-)

Matki nikt sobie nie wybiera. Niektóre są radosne i optymistyczne jak akumulatory dobrej energii, że tylko pozazdrościć. Inne widzą świat w czarnych kolorach i wiecznie kraczą, ale takie też staramy się kochać. Jeszcze inne są jakby nie z tej ziemi, dlatego zajmują się tylko sprawami nieziemskimi – takie jak moja mama.

Wysoki stopień uduchowienia zrodził w niej przekonanie, że znajduje się między nami przez pomyłkę. Ba! Może nawet za karę, zważywszy bolesny fakt, że ziemia aż roi się od „prymitywnych” osób. Jak na przykład ta kasjerka na stoisku z bielizną, która w poszukiwaniu ceny na majtkach bez żenady podniosła je tak wysoko, że każdy mógł zobaczyć w jaki rozmiar i wzorek zostaną przyodziane mamusine pośladki. To poniżające przeżycie pozostawiło po sobie głęboki uraz w psychice mamy, dlatego od tamtej pory przejęłam na siebie zaopatrywanie jej w staniki, halki i reformy. Moje poświęcenie zostało przyjęte z ulgą i wdzięcznością.

Mama zrewanżowała się wielkoduszną postawą, przymrużając oko, gdy ośmieliłam się poślubić Johna, bardzo przyziemnego mężczyznę, który nie potrafił czytać niczyich myśli. Jednak aby chociaż symbolicznie odgrodzić się od nas, wszystkich nisko urodzonych i rozsiewających prostackie wibracje, mama poczęła nosić cienkie rękawiczki. Nawet najbardziej zaprzyjaźnieni z naszą rodziną panowie nie doznawali zaszczytu ucałowania na powitanie obnażonej dłoni, zamiast czego musieli zadowolić się rękawiczką.

Pomimo wyjątkowej tolerancji ze strony mamy i wyjątkowego wysiłku ze strony Johna, mój mąż szybko popadł w niełaskę. Raz przysnął na jednym z wieczorów poetyckich, regularnie urządzanych w domu rodziców, kiedy indziej pomylił magiczną esencję do wywoływania duchów praprzodków z herbatą ziołową, wypijając ją jednym haustem. Ale największe faux pas popełnił, gdy zamiast podaną na powitanie dłoń teściowej ucałować w rękawiczkę, potrząsnął nią jak wódką z martini.

Z okazji zbliżającego się Dnia Matki postanowiliśmy odmrozić nasze stosunki i zaplanowaliśmy uroczysty obiad z moimi rodzicami.

Kupiłam dla mamy przepiękne majtki z czystego jedwabiu, drogie jak wszyscy święci, ale warte, bo dla celu wyższego, którym miało być polepszenie atmosfery w rodzinie.

John zdecydował się symbolicznie zademonstrować, że respektuje mamy osobowość łącznie z jej wszystkimi dziwactwami, kupując jej drogie rękawiczki z jakiejś tam szlachetnej skórki.
- Proszę pana, to jest bardzo delikatny towar - powiedział sprzedawca takim wyniosłym tonem, że śmiało mógłby uchodzić za mojego wujka ze strony matki. - Tego typu rękawiczki noszą tylko prawdziwe damy - dodał, patrząc na mnie sceptycznie.
- To nie dla niej, to dla teściowej - uspokoił go John czym prędzej.
Sprzedawca poinstruował męża, jak należy je pielęgnować, aby zachowały elegancki wygląd.
- Przez kilka tygodni i tak nie widać ani brudu, ani plam, bo są impregnowane specjalnym środkiem ochronnym - wyjaśnił. - Ale proszę pamiętać, że po zdjęciu trzeba je trochę nadmuchać, aby pozbyć się powstałej naturalnej wilgoci.

Zdawało się być rzeczą pewną, że takim prezentem John stuprocentowo podbije serce teściowej.

Widocznie mama też była w pozytywnym wiosenno-majowym nastroju, bo nie dość, że przyjęła nasze zaproszenie, to na dodatek zaprosiła nas na tradycyjny rodzinny wieczór poezji, który miał odbyć się w przededniu Dnia Matki.

Byliśmy dobrej myśli. Dla pewności przypomniałam mężowi, żeby nie pił żadnych substancji niewiadomego pochodzenia, tylko kawę, która nie pozwoli mu zasnąć w czasie słuchania wierszy.

John stanął na wysokości zadania. Wobec mamy zgiął się wpół, przyciągnął jej dłoń aż do nosa, symulując pocałunek, wszelkie wywary ziołowe omijał z daleka, a gdy czytałam Szymborską, bił brawo tak niezmordowanie, że cały mój repertuar musiałam powtarzać całe dziesięć razy. W rezultacie mama uśmiechnęła się łaskawie i na pożegnanie nawet uściskała zięcia, tato klepnął go w łopatkę i podarował mu jedno ze swoich kubańskich cygar, które niepalący John powąchał z miną znawcy, po czym z należytym respektem ulokował je w kieszonce garnituru. Ja natomiast wlewałam w siebie wiadra wody, próbując ugasić ogień, wypalający mi nadwyrężone struny głosowe.

Następnego dnia mąż śpiewająco fruwał po mieszkaniu, zadowolony, że udało mu się zachwycić teściów swoją osobą.

- Ja po prostu jestem szarmancki - tłumaczył. - Rozumiesz, kochanie, to mój osobisty wdzięk.

Nie byłam w stanie ani przytaknąć, ani zaprzeczyć, gdyż leżałam z okładem na szyi, który miał przyspieszyć regenerację mojego gardła, zharatanego wczorajszą Szymborską.

- Ty tylko leż i się szanuj - zarządził małżonek. - Już ja tu wszystko zorganizuję.

Na mamę czekał wielki bukiet kwiatów, a pod wazonem nasze prezenty na Dzień Matki, w ozdobnych kartonikach i z wielkimi kokardami.

Mąż wprowadził rodziców do pokoju, gdzie spoczywałam z obolałą krtanią, wyjaśnił powód mojego przymusowego milczenia, wręczył teściowej kolorowy kartonik, teściowi mały aperitif, po czym podążył do kuchni.

- Prezent? Dla mnie? - zawołała mama z udanym zdumieniem, rozwijając paczuszkę. - Od ciebie?

- Tak! - odkrzyknął z kuchni John. - Na Dzień Matki! Sam wybrałem!

Ojciec zadowolony zapalił cygaro. A ja patrzyłam z przyjemnością na mamę, oczekując jej radosnego okrzyku na widok drogich rękawiczek.

Mama sięgnęła do głębi kartonika i wyciągnęła... majtki. Te niebosko drogie, które – jak już wspomniałam - nabyłam dla niej w celach wyższych.

Zaskoczenie sparaliżowało na ułamek sekundy jej ruchy, ale zaraz szybkim gestem rzuciła jedwabne cacko z powrotem do kartonu i przykryła je wieczkiem.

- Mam nadzieję, że ci się podobają - powiedział mąż, wnosząc do pokoju talerze.

Mama nic nie odpowiedziała, ale widać było, jak zaczyna się nadymać.

- Wiem, że takich jeszcze nie miałaś - ciągnął John, wychodząc z powrotem do kuchni. – Żadna z kobiet, które znam, takich nie nosi. Ale tobie, droga teściowo, na pewno będą pasować.

Zaczęłam machać rękami, usiłując dać znać, że zaszła fatalna pomyłka, którą natychmiast trzeba wyjaśnić.

- Ty tam leż spokojnie, już ja tu wszystko zrobię - zawołał mąż głosem nie znoszącym sprzeciwu, po czym znowu zwrócił się do mamy. - Były też długie, ale pomyślałem sobie, że lepsze krótkie, bo łatwiejsze do zdejmowania. Wziąłem tę parę, bo mimo, że ma taki delikatny odcień, nie będzie widać, gdy je pobrudzisz, albo poplamisz.

Mama, najwyraźniej zhańbiona, pobladła i poczęła sapać, jakby niezdecydowana, czy ma zemdleć, czy się zezłościć. Ojciec, który w międzyczasie również zaglądnął do pudełka, zdębiał, wytrzeszczając na zięcia oczy.

- Zobaczysz, jak zachwycisz tych licznych panów, którzy będą cię w nie całować.
- Zauważyłem, że ich nigdy nie ściągasz, żeby można cię było pocałować pod spodem, ba! nawet ich nie odchylasz - ciągnął mój małżonek, rozkładając sztućce, po czym dodał przymilnie: - Mam nadzieję, że założysz je jeszcze dzisiaj, żebym mógł ucałować cię w nie jako pierwszy.

Ojcu wypadło cygaro z ust, a mama aż zipnęła z oburzenia.

- Aha, żebym nie zapomniał - dodał John, wnosząc wazę z parującą zupą. - Po zdjęciu nie zapomnij ich nadmuchać, żeby pozbyć się tej naturalnej wilgoci, która powstaje podczas noszenia. Wiesz, wilgoć ciągnie za sobą nieświeży zapach. Siadajcie, proszę, do stołu...

Mąż urwał, ze zdziwieniem patrząc to na teściową, to na teścia, którzy z urażonymi minami podnieśli się z foteli.

- Nie podobają ci się? - zapytał zbity z tropu.

- Mamo... - wychrypiałam z wielkim trudem i bólem. - Poczekaj... ten prezent...

Ale rodzice nie zaszczycili mnie ani jednym spojrzeniem. Ojciec szorstkim gestem odsunął zięcia na bok, po czym oboje zbulwersowani, ale z dumnie uniesionymi głowami ruszyli do drzwi.

- A jak je nieco wywiniesz, wiesz, tak jak to robią modelki, to będzie ci widać trochę futerka! - zawołał za teściami John.

Głucho trzasnęły drzwi. Tynk znad framugi posypał się na podłogę.

Już minęły ponad dwa tygodnia od Dnia Matki. Mama ciągle nie podnosi słuchawki.

Krystyna Czerny ;-)

Krystyna Czerny.jpg
Plik ściągnięto 154 raz(y) 72,48 KB

_________________
Krys
Ostatnio zmieniony przez Baba Jaga 2011-07-25, 13:19, w całości zmieniany 5 razy  
 
 
Jerzy_S 

Wiek: 68
Dołączył: 06 Kwi 2011
Posty: 720
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2011-06-08, 08:06   

Żałosne jest to zestawienie z Dniem Matki, w którym wiele osob chodzi pomodlić się na grobach swoich ukochanych niezapomnianych Mam.
_________________
Jerzy_S
 
 
Kery 

Wiek: 58
Dołączył: 18 Mar 2011
Posty: 9
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2011-06-08, 12:44   

Super !!!!!!!!!! tak to jest jak sie tesciowej nie skonsumuje na stole weselnym to potem sa tylko klopoty.
 
 
Baba Jaga 

Dołączyła: 21 Sty 2011
Posty: 709
Skąd: Warszawa, Ochota-Szczęśliwice.
Wysłany: 2011-06-08, 13:06   Mama - wielki temat, ale nie musi być tylko poważny.

Drogi Jurku, przez Ciebie przemawia po prostu godny najwyższego uznania szacunek do Matki, najprawdopodobniej do własnej, najdroższej Matki.

Jednak w tym przypadku wydaje mi się, że mamy przed sobą po prostu humorystyczne, żartobliwe opowiadanie. Może nawet przerysowane - dla celów satyrycznych. Nieraz, nawet w naszym zwykłym, codziennym życiu, wiele spraw odbiega od ideału. Oczywiście wszyscy wiemy, co oznacza słowo MATKA i osoba MAMY. Dla większości z nas – bo są też inne bardzo trudne sytuacje/relacje matka-dziecko – Mama to największa świętość, a słowa „Matka”, „Mama”, „Mamusia” na całym świecie oznacza to samo - to symbol wielkodusznej i bezinteresownej miłości, może jedynej najprawdziwszej na tym świecie.

Jednak, wracając do tekstu Krys, to po prostu zabawna anegdota, która – założę się – mogła stać się naprawdę. Możemy tu tylko gorąco zaprosić różnych „zięciów”, którzy miewali przezabawne i czasem wręcz niewiarygodne przygody ze swoimi KOCHANYMI TEŚCIOWYMI, do podzielenia się z nami swoimi cennymi doświadczeniami.

Można temat osoby Matki, instytucji Matki, sytuacji Matki traktować poważnie. Wtedy możliwe są dwa sposoby : „pomnikowy” ( Mama jako świętość, samo dobro) oraz socjologiczny ( badamy „instytucję” i rolę matki, jej funkcje, warunki bycia matką, etc.). Ciekawe i wcale niełatwe przykłady różnych relacji matka-dziecko i późniejszych relacji z nimi jako dorosłymi ludźmi i ich partnerami życiowymi podaje w swoich pracach psycholog i psychoterapeuta Wojciech Eichelberger. Ciekawy temat i można o nim długo dyskutować. Same jesteśmy matkami, ćwiczymy niektóre sprawy w praktyce. Mogłabym tu jeszcze wspomnieć całą masę przykładów, nierzadko bardzo trudnych, wziętych z sądów rodzinnych czy z tzw. PCPR-ów czyli Centrów Pomocy Rodzinie ( przy urzędach władzy lokalnej – powiatowych, gminnych, dzielnicowych).

Do opisania codziennych ludzkich perypetii z zakresu relacji międzyludzkich, wydaje mi się, że można, a nawet wręcz trzeba, wykorzystać poczucie humoru. Oczywiście umiar i proporcje w każdym humorystycznym potraktowaniu tematu zależeć będą od poziomu intelektualnego, moralnego i osobowościowego autorów anegdot, opowiadań czy żartów. Artyści, pisarze, felietoniści zawsze mogą odwołać się do tzw. „licentia poetica” i próbować, tym niepisanym acz zwyczajowym prawem twórców, bronić i tłumaczyć pewne przerysowania i uwypuklenia zastosowane w swoim utworze. A odbiorcy, czytelnicy – to już jest kwestia ich gustu : de gustibus non est disputandum. Ja jednak raczej jestem spokojna o nasze gusta i naszych forumowiczów.

IMG_0414.JPG
zdjęcie z własnego archiwum
Plik ściągnięto 219 raz(y) 2,95 MB

Ostatnio zmieniony przez Baba Jaga 2011-07-06, 00:27, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Gość

Wysłany: 2011-06-10, 17:44   

Wspanialy opowiadanie, wspaniale, licze ze wiecej takich tekstow tu sie pojawi.
Gratulacje..prosze o wiecej!!!
 
 
Barbara 

Wiek: 68
Dołączyła: 09 Cze 2011
Posty: 60
Skąd: Tampa, Floryda
Wysłany: 2011-06-10, 21:56   

"Na Dzien Matki" ,dowcipne, nie obrazajace nikogo. Nie nadymajmy sie, traktujmy siebie
z dystansem .Moja mama juz odeszla z tego swiata, ale jestem przekonana, ze zasmiewalaby sie czytajac te historyjke. Wiecej radosci w zyciu!

Barbara
_________________
Barbara
 
 
Andrew 

Pomógł: 1 raz
Wiek: 77
Dołączył: 10 Cze 2011
Posty: 117
Skąd: North Carolina, USA
Wysłany: 2011-07-01, 15:26   

Mam ubaw za każdym razem, gdy czytam wasze opowiadanie. Dajcie wiecej takich bajerów. To jest odpoczynek dla mózgu.
_________________
Andrew
 
 
Lesio Sowa 

Wiek: 69
Dołączył: 08 Lip 2011
Posty: 16
Skąd: Arizona
Wysłany: 2011-07-13, 03:35   

zauwazylem,ze nie wszyscy czytali dokladnie,dlatego komentarze sa rozne
_________________
Lesio
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo. Done by Forum Wielotematyczne
stat4u
Kopiowanie tre?ci i zdj?? z portalu i forum bez zezwolenia zabronione