Strona GłównaStrona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
TRUDNA DECYZJA
Autor Wiadomość
Umbra Eight 

Dołączyła: 29 Lip 2011
Posty: 33
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2011-07-30, 00:10   TRUDNA DECYZJA

Trudna decyzja

- Właściwie to ty żyjesz jak wdowa - powiedziała nagle mama.

Znieruchomiałam w półgeście. Co za bzdura. Przecież mam męża. I to jakiego!
Spojrzałam z czułością na zdjęcie, stojące nad kominkiem. Patrzył prosto w obiektyw. Uśmiech utworzył wokół jego brązowych oczu sieć drobnych zmarszczek. Gęste, rude włosy okalały 40-letnie oblicze. Na górnej wardze busz rudych, opadających po obu stronach ust wąsów... Teraz Florian nosi jeszcze brodę; to zdjęcie robiliśmy, zanim ją zapuścił. Raz nawet zdążył ją zgolić. „Żeby przewietrzyć skórę“ - powiedział. Potem znowu ją zapuścił i chyba zgolił... A może jednak nie?
Zmarszczyłam brwi, usiłując przypomnieć sobie, czy ma tę brodę w tej chwili, czy nie. Zdziwiona potrząsnęłam głową. To niemożliwe, żebym po prostu zapomniała. Przecież widziałam go niedawno! Jakieś... dwa tygodnie temu.

- Jestem w Warszawie już trzy dni, a nawet nie zauważył mojej obecności- podżegała dalej mama.

- Wiesz przecież, że wraca z pracy, jak my już śpimy, a wychodzi, jak my jeszcze śpimy. Robią w firmie jakieś rewolucjonizujące innowacje. Jak skończą ten projekt...

- To zaczną następny - wpadła mi w słowo mama. - Twoja babcia miała rację. Nie powinnaś była zadawać się z warszawiakami. W Goworowie jest tyle ładnych chłopaków... A wiesz, że Warszawa jest siedliskiem największej przestępczości w Polsce? Dosyć, że twój ojciec w Warszawie zszedł na manowce...

Czym prędzej uciekam z pokoju.
Mama jest po prostu zła, bo nie miała jeszcze okazji dać Florianowi swetra, który zrobiła na drutach specjalnie dla niego. I za to mści się zaraz na wszystkich mężczyznach. Zwłaszcza na tacie. Tata wcale nie zeszedł na manowce, jak nieelegancko wyraziła mama, lecz po prostu odszedł. Pewnie miał dosyć ględzenia małżonki. Mama psioczy na niego do dzisiaj, że co to za ojciec, że nie płacił alimentów na mnie, że nawet się mną nie interesował.
Niby racja, rzeczywiście bardzo mi taty brakowało. Ale jednocześnie go rozumiałam i nigdy nie czułam do niego żalu.

Między nami zawsze istniała jakaś tajemnicza więź. Nie wiem skąd, ale wiedziałam, że po prostu musiał odejść, bo taka jest jego droga życia, i że pomimo zupełnego braku kontaktu ojciec wciąż mnie lubi, swoją małą Basiulkę.

Jednak co do Floriana mama miała rację. Między jedną serią organizacyjnych udoskonaleń firmy, a drugą był tylko dzień przerwy.

- Dzień dobry - powiedziałam, gdy zauważyłam, że otworzył oczy. - Jestem twoją żoną. Pamiętasz mnie jeszcze?

- O, Basia wystawiła pazurki - roześmiał się. - Pewnie masz migrenę.

- Ja nigdy nie miewam migreny. Pomyliłeś mnie z kimś. Może z jakąś referentką do spraw przeorganizowania firmy.

- Basiu! Co to za brzydaśne aluzje? - zawołał Florian, złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.

Całym sercem starałam się o mroźny ton, ale to nic nie pomagało. Wobec Floriana topniały nawet lodowce.

Tłumaczyłam mu, że nie chcę żyć jak wdowa, lecz mieć rodzinę tak jak inne kobiety. Florian słuchał, kiwał głową, obiecywał poprawę, a na następny dzień znowu znikał na kilka tygodni do swojej ukochanej firmy. Jedynym dowodem jego istnienia były brudne naczynia po śniadaniu, które codziennie zastawałam na stole w kuchni, i Weronisia, która niebawem przyszła na świat i wypełniła mi moje puste dni. Ale nawet wtedy niewiele się zmieniło. Może tylko to, że nie miałam już kiedy użalać się nad własną samotnością. Urlopy, które spędzaliśmy na jego rodzinnym Mazowszu u teściów, były spoiwem, trzymającym nasze małżeństwo. Floriana uwielbiałyśmy wszystkie: matka, żona, córka, a nawet teściowa. Pod warunkiem, że na czas przymierzył i pochwalił sweter zrobiony przez nią na drutach.
A on, szarmancki i serdeczny, rozkochiwał nas w sobie i pławił się w naszym uwielbieniu, gromadząc w ten sposób nową energię do pracy.

- Jak ty urosłaś! - zawołał pewnego dnia Florian, podrzucając córeczkę do góry. - Idziemy do terrarium. Myślałaś, że tatuś zapomniał, co?

- Węże interesowały ją trzy miesiące temu - wtrąciłam.

- A co teraz interesuje pannę Weronikę? Chyba jeszcze nie młodzieńcy z kolorową fryzurą w Indianina - zażartował.

- Punki już dawno wyszły z mody - pouczyłam go. - Gdybyś nas częściej odwiedzał, pewnie znałbyś lepiej upodobania swojej córki - dodałam zjadliwie.

- Słuchaj, naprawdę jesteś zła, że pracuję? - popatrzył na mnie zdumiony. - Przecież tylko dlatego tak dobrze nam się powodzi... Hej, powiedziałbym nawet, że wyglądasz jak pączek w maśle, Basiu. Jesteś znowu w ciąży?

- Nie. Tylko od czasu, kiedy patrzyłeś na mnie ostatni raz, utyłam 10 kilo.

Myślałam, że może nie potrafię stworzyć w domu odpowiedniego ciepła rodzinnego. Postanowiłam przyłożyć się i na Wielkanoc własnoręcznie umalować całą kopę jaj. Chociaż nigdy przedtem tego nie robiłam, no, może w szkole, jajka wyszły całkiem niezłe. Nie takie ładne jak robi Agnieszka Szulc, ta artystka z Wrocławia, ale i tak byłam z nich dumna.
Także mojej córeczce malowanie jaj sprawiło moc radości.

- Czy pójdziemy poświęcić te jajka? - zapytała.

- Tak, ale nie wszystkie, bo byśmy wyglądały, jakbyśmy szły na targ - odpowiedziałam. - Włożymy do koszyczka cztery jajeczka, baranka, kawałek babki...

- Czy tatuś pójdzie z nami?

- Tatuś? - stropiłam się. - Eee, no, nie wiem. Zapytamy. Może...

- Ja chcę iść z tatusiem! - zawołała nagle Weronika. - Wszystkie moje koleżanki chodzą z tatusiami święcić jajka. To ja też chcę!

Wprawdzie nie specjalnie chciało mi się wierzyć, że nagle wszyscy tatusiowie wybierają się ze swoimi córeczkami do kościoła, ale przejęłam się faktem, że Weronisia bardzo chciała przedsięwziąć coś ze swoim ojcem. Może chciała pokazać koleżankom, że jednak ma tatusia składającego się z krwi i kości, a nie tylko z rosnącej liczby na koncie.

- Oczywiście, że pójdziemy razem święcić jajka - zapewniał Florian. - Dwie najpiękniejsze warszawianki i ja. To ci dopiero!

Jednak Weronisia okazała się bardziej odporna na szarmanckie komplementy tatusia niż ja. Spojrzała na niego podejrzliwie.

- Przysięgasz? - zapytała rezolutnie.

- Na wszystkich świętych, że razem poświęcimy święconkę! - zawołał Florian, uroczyście podnosząc dwa palce do góry.

- Nie na Wszystkich Świętych, tylko teraz na Wielkanoc! - zaprotestowała córeczka.

W Wielką Sobotę przyłapałam Floriana w kuchni, jak dopijał swoją kawę.

- Dokąd się wybierasz? Przecież dzisiaj...

- Chcę tylko dokończyć coś w biurze. Wrócę na czas. Przecież mówiłaś, że ostatnie święcenie jest wpół do trzeciej.

Gdy o wpół do drugiej Floriana ciągle jeszcze nie było, postanowiłam nie czekać dłużej. Weronisia chciała zazdzwonić do tatusia, aby mu się przypomnieć, ale wiedziałem z doświadczenia, że Florian zbędzie nas w jakiś charakterystyczny dla niego przemiły sposób i w końcu pójdziemy do kościoła bez niego.

Zapakowałam Weronisię razem z koszyczkiem do samochodu i ruszyłam do firmy. Teraz nam się nie wykręci.

W budynku było cicho, tylko z biura Floriana dobiegały męskie głosy. Pewnie Florian znowu robi jakieś interesy.
Ale dzisiaj nic mnie to nie obchodzi. W Wielką Sobotę Florian należy do nas!

Zaczerpnęłam powietrza i z rozmachem otworzyłam drzwi do gabinetu męża. Poczułam, że niechcący popchnęłam kogoś na bok.
Nie od razu zorientowałam się w sytuacji. Florian blady siedział na krześle. Przed otwartym sejfem stał odwrócony do mnie tyłem mężczyzna. Wyciągał pliki banknotów.
Na mój widok Florian jakby zbladł jeszcze bardziej i usiłował wykrztusić coś z siebie.

- Moja żona...

Mężczyzna przy sejfie odwrócił się błyskawicznie i popatrzył na mnie. Na twarzy miał zawiązaną chustkę, jak bandyta z dzikiego zachodu.
Przez kilka sekund patrzyliśmy na siebie jak zahipnotyzowani.
Nagle drugi mężczyzna, którego przedtem potrąciłam drzwiami, odzyskał równowagę, doskoczył do mnie i pięścią grzmotnął mnie w głowę.
Nawet chyba nie poczułam bólu. Tracąc przytomność, zdążyłam zauważyć, że Florian poderwał się z krzesła, a włamywacz błyskawicznie wycelował w niego pistolet. Pomyślałam z trwogą: „On go zabije.“ Gdy padł strzał, zapadałam w otchłań nieświadomości.

Gdy doszłam do siebie, było ciemno. Rozejrzałam się, usiłując odgadnąć, gdzie jestem. Na nocnym stoliku paliła się mała lampka. Szpital. W pokoju było pusto. Krzesło stojące przy moim łóżku zdradziło mi, że przed chwilą ktoś na nim siedział.

Może Florian“ - pomyślałam z nadzieją. - „Mój dobry Boże, spraw żeby Florian...“
Ale znowu zapadłam w ciemność.

Męczyły mnie jakieś majaki, huk strzału odbijał się głuchym echem w czeluściach mojego mózgu, widziałam różne twarze: mama, Florian, Weronika, teściowa... Wydawało mi się, że na krześle siedzi tata. Głaszcze mnie po ręce, potem wstaje pochyla się i całuje mnie w czoło, kłując swoim zarostem. Tak jak wiele lat temu, gdy byłam małą dziewczynką.

- Chodź, Basiulku, dam ci buzi-jeżyka - wołał tatuś, goniąc mnie po ogrodzie.

A ja uciekałam, piszcząc z radości.

- Mógłbyś się ogolić i nie straszyć dziecka! - krytykowała jak zwykle niezadowolona mama.

- To wtedy nie będzie buzi-jeżyka, tylko buzi-żaba - śmiał się tata. - Co wolisz, Basiulku, jeżyka, czy żabę?

- Jeżyka! Jeżyka! - wrzeszczałam w podskokach.

Nagle poczułam na policzkach coś mokrego. Łzy. Moje? Taty?

Gdy następnym razem doszłam do siebie, na brzegu łóżka siedział Florian.
Nie zauważył, że otworzyłam oczy. Zagryzłam z całej siły wargę, aby się przekonać, czy nie śnię. Nie, to nie sen. Florian żyje.

- Byliście święcić jajka? - wychrypiałam przez łzy.

- Co?! - Florian odwrócił się do mnie gwałtownie. - Basia! Basiunia! Moja kochana, obudziłaś się! Panie doktorze! Panie doktorze!!! Moja żona odzyskała przytomność!

- Nie wykręcaj się - jęknęłam. - Byłeś w kościele, czy nie?

- O, do diabła… Chciałem powiedzieć dobry Boże, nie byłem, Basiu, nie byłem, ale przysięgam na wszystkie świętości, że od dzisiaj...

Jeszcze tego samego dnia dowiedziałam się, co rozegrało się wtedy w firmie. Gdy włamywacz uderzył mnie w głowę, Florian poderwał się, aby mnie bronić. Bandzior pewnie by go zastrzelił, ale...

- Wyobraź sobie - opowiadał mąż przejęty - że ten, co wypróżniał sejf, doskoczył do swojego kompana i podbił mu rękę do góry akurat w momencie, gdy wypalił pistolet. A potem przyłożył mu swój pistolet do szyi i powiedział: „Wynocha, ale już!“ Pomyślałem sobie, że nie chcą paskudzić sobie papierów „mokrą robotą“. Ale – zawiesił głos – ale… Wyobraź sobie, Basiu, co za dziwy, oni nie zabrali ani grosza. Policja powiedziała, że pewnie się przestraszyli, stracili nerwy i zapomnieli o pieniądzach.

- Pewnie tak było - szepnęłam.

- No, nie wiem - pokręcił głową Florian. - Bo ten, co nie dał mnie zastrzelić, wysypał z worka z powrotem wszystkie banknoty. Zabrał pusty worek. Przecież, gdyby zapomnieli o pieniądzach, to by nie zabierali worka! Dziwne... Ale mniejsza o to, najważniejsze, że żyjesz i niedługo wrócisz do domu. Zrozumiałem, że rodzina jest najważniejsza. Już nigdy nie będę was zaniedbywał. Sam sobie jestem winien, niepotrzebnie harowałem jak dziki osioł. A tu przyjdą ci takie typy spod ciemnej gwiazdy...

Wróciłam myślą do momentu, gdy patrzyłam włamywaczowi w twarz. Prawie całe oblicze zasłaniała mu chustka, ale oczy… Tak, te oczy poznałabym na końcu świata.

Miałam wiele dni i nocy, by przemyśleć całe zdarzenie.
Zawsze wydawało mi się, że mam w sobie mocno wyrobione poczucie sprawiedliwości i jednoznaczny, niezachwiany system wartości moralnych. Ale nagle zdałam sobie sprawę, że wszystko, co robimy, myślimy, mówimy czy czujemy, posiada wiele stron, nie tylko tę dobrą lub złą. Zrozumiałam, że wszystko jest względne, w zależności od okoliczności.

Wróciłam już ze szpitala do domu, ale wciąż nie mam pojęcia, jak postąpić. Chciałabym być lojalna i uczciwa wobec mojego ukochanego męża. Ale wtedy musiałabym przyznać, że rozpoznałam w bandycie mojego ojca. To byłaby jednoznaczna zdrada wobec taty. Czy zasłużył na to? Pomimo że „zszedł na manowce“, jest moim ojcem. Ojcem, którego kocham. Wszak to właśnie on nie pozwolił uczynić krzywdy mojemu mężowi. Na domiar dobrego, tato nie zabrał ani grosza. Być może ryzykował przez to życiem w tym swoim świecie przestępczym.
Z drugiej strony nie chciałabym, żeby za to obrabował inną firmę...
O Boże, jakie to skomplikowane!
Co mam robić? Nie mówić Florianowi prawdy i żyć z ukochanym człowiekiem w kłamstwie? Czy zdradzić tatę, drugiego ukochanego człowieka?
A może jest jeszcze jakieś inne wyjście?
Błagam, pomóżcie mi w podjęciu decyzji.
Co mam robić?!

Umbra Eight
_________________
Umbra Eight
Ostatnio zmieniony przez Baba Jaga 2011-08-01, 09:02, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Artur S. 

Wiek: 71
Dołączył: 07 Lip 2011
Posty: 135
Skąd: Greensboro NC, USA
Wysłany: 2011-07-30, 16:09   

Basienko z opowiadania Umbry Eight, nie chcialbym byc w twojej sytuacji. Sorry. Gdy zaczynam sie wczuwac w to, co sie stalo, dochodzi w moim mozgu do krotkiego spiecia. Jest za duzo ZA i PRZECIW. Tak wiec ja pasuje w tej rundzie.
_________________
Artur S.
 
 
Alina 

Wiek: 35
Dołączyła: 01 Lip 2011
Posty: 48
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2011-07-30, 17:40   

Powiedz mezowi i niech to zostanie miedzy wami. Jak nie zrozumie, to znaczy, ze nie jest taki ukochany jak myslalas.
_________________
Alina
 
 
Gość

Wysłany: 2011-07-30, 17:45   

Dobrze, ze to nie ja musze decydowac w tej sprawie. Niemniej jednak uwazam rade Aliny za godna uwagi.
Jak powiedzialaby Krys: Rozstrzygnij na korzysc.
 
 
Oliver 

Wiek: 26
Dołączył: 11 Lip 2011
Posty: 69
Skąd: Wiedeń
Wysłany: 2011-07-30, 17:49   

A jak nie zrozumie, to ma wredne geny.
_________________
Oliver
Ostatnio zmieniony przez Oliver 2011-07-30, 17:49, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Dawid 

Wiek: 37
Dołączył: 10 Lip 2011
Posty: 107
Skąd: Nowy Jork
Wysłany: 2011-07-31, 12:43   

Tatuś nie tatuś, ja bym posłał do więzienia. Kiedyś obrabowano nasz sklep. Niby nikogo nie zabili, nawet nie uderzyli, wzięli tylko pieniądze. Ale nigdy nie zapomnę lufy rewolweru wycelowanej prosto w moje oczy. Co gorsze rewolwer był w ręce typa z gębą tak bezmyślną, że wiesz od razu: temu to wszystko jedno, czy cie zastrzeli, czy nie.
_________________
Dawid
 
 
Andrew 

Pomógł: 1 raz
Wiek: 77
Dołączył: 10 Cze 2011
Posty: 117
Skąd: North Carolina, USA
Wysłany: 2011-07-31, 12:46   

Popieram Dawida. Jest tyle legalnych sposobow na zycie, tyle mozliwosci, by zarobic pieniadze - nie trzeba rabowac.
_________________
Andrew
 
 
nukis 

Dołączył: 13 Sie 2015
Posty: 4
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2015-08-20, 11:41   

Dzięki zwykłej pracy też można otrzymać godziwe wynagrodzenie
 
 
MarryJane 


Dołączyła: 17 Cze 2015
Posty: 6
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2016-09-05, 13:34   

Jaka wciągająca historia... pewnie też nie wiedziałabym co mam zrobić w takiej trudnej sytuacji.. bo co jest lepsze :?:
 
 
Janek-83 

Dołączył: 06 Lis 2015
Posty: 44
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-08-07, 11:44   

No Witam . Ewidentnie masz problem i to nie mały , w takim wypadku potrzebna Ci pomoc specjalisty . Znam kogoś kto miał prawie podobny problem i chodził na coaching (warszawa) tu daje namiar http://www.wstronezmiany.pl/oferta/coaching . Nie martw się z pewnością Ci pomogą.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo. Done by Forum Wielotematyczne
stat4u
Kopiowanie tre?ci i zdj?? z portalu i forum bez zezwolenia zabronione