Strona GłównaStrona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Tajemnica wokół domu schadzek
Autor Wiadomość
Umbra Eight 

Dołączyła: 29 Lip 2011
Posty: 33
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2011-08-10, 23:11   Tajemnica wokół domu schadzek

Tajemnica wokół domu schadzek

- Nie gódź się na takie życie. Nie dość, że mieszkasz w tym zakichanym Komorowie, gdzie diabeł dobranoc mówi, to jeszcze cały dzień siedzisz w ponurym domu, z dwiema zabobonnymi babami - szeptała mama, rzucając krzywe spojrzenia w stronę kuchni, gdzie krzątała się moja teściowa, i w stronę pieca, koło którego z różańcem w dłoni przycupnęła babcia męża.

- Na dodatek naprzeciwko cmentarza - dodała. - Nic dziwnego, że twój mąż cały dzień szwenda się poza domem.

Popełniłam błąd, w chwili słabości skarżąc się mamie na samotność.
Mój mąż, Michał, od dłuższego czasu znikał na całe wieczory i denerwował się, gdy pytałam, gdzie był. Twierdził, że małżeństwo, w którym brak zaufania, nie jest małżeństwem, lecz więzieniem. Przyznałam mu rację i więcej go nie maglowałam, ale z tym zaufaniem miałam trudności.
Gdyby Michał rzeczywiście spędzał wieczory z kolegami w tej obskurnej knajpie, do której chodzili tylko mężczyźni, to raczej nie pachniałby mydłem i świeżym prysznicem. A w naszej sypialni nie panowałaby frustrująca flauta.

Coraz częściej przyłapywałam się na tym, że tęskniłam do Muchoboru, mojego rodzinnego miasteczka, do starych znajomych i dni wypełnionych pracą w kawiarni rodziców. Mój młody organizm protestował przeciwko bezczynności i samotności. Każdy centymetr kwadratowy mojego zdrowego ciała dopominał się akcji.

Myślałam, że rodzice posłużą mi dobrą radą, ale oni tylko dolali oliwy do ognia.
Mama powiedziała, że goście w kawiarni skarżą się na brak moich wypieków, że Michał na pewno mnie zdradza i że mam natychmiast wracać do domu, bo tutaj jestem jak perła rzucona przed wieprze. A ojciec demonstracyjnie łapał się z rozpaczą za głowę, jak nisko upadła jego córka, wychodząc za jednego z Komorowian, którzy niedzielny mecz w nogę wygrali z drużyną Muchoboru tylko przez faul, te wredne wieprze.

- Ci Komorowianie mają spaczoną mentalność - grzmiał ojciec - skoro nie mają porządnej kawiarni, ale mają dom z prostytutkami.

- No właśnie - poparła go mama. - W Mochoborze też zdarzają się sprzedajne dziewki, ale pros-ty-tu-cja? Nie, czegoś takiego u nas nie ma.

- Macie na myśli dom publiczny? - zdziwiłam się. - Gdzie?

- No tam, po drugiej stronie tego złomowiska - ojciec wskazał ręką w stronę cmentarza.

- A właściwie skąd ty o tym wiesz? - zapytała mama, marszcząc brwi.

Ojciec zmieszał się, ale teściowa, która właśnie podała herbatę, wybawiła go z potrzasku.

- Każdy to wie. Dom publiczny stoi tam już dwadzieścia lat i płaci słone podatki. Burmistrz pozwolił. Ale aby ugłaskać księdza, kazał poprowadzić drogę tak, żeby przechodziła przez przejazd kolejowy, gdzie koło krzyża świętego Andrzeja postawił tablicę z napisem „Zawróć ze złej drogi“. Podobno niejeden chłop, jak se tak postał przed spuszczonym szlabanem i poczytał upomnienie, to mu się odwidziało spuszczania spodni przed obcą babą.

Gdy wieczorem odprowadziłam rodziców do pekaesu, postanowiłam wykorzystać ciepłą, majową pogodę i przejść się na spacer.
Skierowałam kroki w stronę przejazdu kolejowego, o którym opowiadała teściowa. Ciekawa byłam, czy ta zabawna tablica jeszcze tam stoi.

Szosa prowadziła wzdłuż cmentarza. Nie lubiłam specjalnie tego miejsca, a zwłaszcza podczas zapadającego zmroku. Chodziłam tam tylko raz w tygodniu, aby postawić znicze na grobie prababci Michała, ale czyniłam to oczywiście w najjaśniejsze południe.

Przeszłam na drugą stronę ulicy, żeby zbytnio nie trząść portkami, przy czym usiłowałam nie patrzeć w kierunku nagrobków i krzyży, rysujących się na tle ciemniejącego nieba. Już po kilku krokach zauważyłam, że samotny spacer nie sprawiał mi przyjemności. Szłam jednak dalej, gdyż nie miałam ochoty na siedzenie w domu, oglądanie tysięcznego odcinka „Mody na nudę“ i słuchania mamrotania babci, odmawiającej swoje litanie.

Minęłam kilka młodych par i pomyślałam gorzko, że coś mi w życiu nie wyszło. Mój miły Michał nie był najwidoczniej miłośnikiem monogamii. Wprawdzie młody wiek pozwalał mi jeszcze na usidlenie innego mężczyzny, może nawet jakiegoś z własną kawiarnią, ale mimo to żal ściskał mnie za gardło. Michał był jakby dla mnie stworzony, miał czyste spojrzenie jak woda w muchoborskim stawie, seksownie umięśnione łydki i owłosione plecy jak Sean Connery.

Gdy doszłam do torów, szlabany były opuszczone. Już chciałam rozejrzeć się za fikuśną tablicą, ale nagle wzrok mój przykuł samochód, czekający po drugiej stronie przejazdu kolejowego.
Nasz mercedes! Nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Co, na miłość boską, robił tutaj Michał? Przecież droga prowadziła tylko do owej zniesławionej posiadłości po drugiej stronie cmentarza.

Szlabany poszły w górę, a ja lekkomyślnie wybiegłam na ulicę, wymachując rękami.
Michał zahamował z piskiem opon.

- Co ty tu robisz? - krzyknął ze złością.

- To ja ciebie pytam, co ty tu robisz? - odkrzyknęłam. - Przecież ta droga prowadzi tylko do... wiesz dokąd.

- Szpiegujesz mnie? - zaperzył się mąż.

- Chyba zwariowałeś - odpaliłam wsiadając. - Skąd mogłam wiedzieć, że będziesz tędy jechał? No więc, gdzie byłeś?

- A czy ja ciebie pytam, gdzie ty byłaś cały dzień? - odburknął Michał. – Zapowiadam ci, że jeżeli jeszcze raz pomyślę, że mnie śledzisz, to przeżyjesz taką awanturę, że jeszcze nasze wnuki będą sobie o niej opowiadać.

Gdy wieczorem poszliśmy do łóżka, postanowiłam użyć kobiecych atutów, aby go udobruchać. Ale Michał wyzwolił się z mojego uścisku i odwrócił plecami.

- Myślałam, że masz ochotę, bo wróciłeś dzisiaj do domu wyjątkowo wcześnie - powiedziałam usprawiedliwiającym tonem.

- Wróciłem wcześniej, bo zauważyłem, że jestem przemęczony - mruknął w poduszkę i ziewnął. - Zasnąłem na takiej rurze... A zresztą nie bierz mnie na spytki, bo tego nie lubię. Dobranoc.

Zatkało mnie na amen. Zasnął na rurze. Wielkie mi coś, można o tym śmiało opowiedzieć żonie! Może powinnam się cieszyć? W końcu na mnie Michał nie zasnął jeszcze nigdy.

Rozmyślając przy akompaniamencie mężowskiego chrapania, doszłam do wniosku, że czas udać się do banku i sprawdzić, ile ta rura nas do tej pory kosztowała. A może ma nawet dwie, albo trzy rury? Zrobiło mi się gorąco. Darmowe to one na pewno nie są, bo z czego dom publiczny płaciłby swoje słone podatki?

Na drugi dzień sprawdziłam stan naszego konta i mało nie dostałam zawału. Wykaz świecił zerami.
Cóż, dzisiejsze rureczki są drogie, widocznie nawet w Komorowie obowiązuje taryfa Unii Europejskiej.
Poczułam wzrastającą złość. Nie ze mną te psoty, mój drogi. Zgotuję ci taki rozwód, że jeszcze twoje wnuki będą sobie o nim opowiadały.

Gdy Michał ponownie zniknął następnego wieczoru, spakowałam walizki, po czym przygotowałam aparat fotograficzny i ruszyłam udokumentować zdradę męża.

- Gdzie idziesz tak późno? - zatrzymała mnie teściowa w drzwiach. - Przecież już się ściemnia.

Skłamałam, że idę zapalić znicze na grobie prababci.
Teściowa rozczuliła się i nazwała mnie swoją najukochańszą synową, co mnie nawet nie zdziwiło, wszak innej synowej nie miała. Wzięłam do ręki pięć dużych zniczy i wyszłam. W ogródku zauważyłam, że teściowa patrzy za mną oknem. Zmuszona byłam więc udać się prosto do bramy cmentarza.

Wrota zaskrzypiały nieprzyjemnie i z hukiem zatrzasnęły się za mną. Zrobiło mi się nieswojo, ale ponieważ nie było tak ciemno, odważnie ruszyłam w stronę grobu prababci. Jednak w pewnym momencie usłyszałam pijackie odgłosy.
Kilka rządków dalej siedziało kilku mężczyzn na ławeczkach. U ich stóp stały butelki. Zatrzymałam się i natychmiast zrezygnowałam z wizyty u prababci.
Rozglądnęłam się, gdzie by tu upchnąć te znicze. Zauważyłam opuszczony grób.
Masz, dobra duszo. Tak tu mroczno u ciebie. Nawet ci zapale te znicze.

Gdy zbliżałam się do domu schadzek, było już ciemno. Z aparatem w ręce dzielnie przedzierałam się przez krzaki.
Gdy wynurzyłam się na podwórzu posiadłości, zatkało mnie.
Budynek opancerzony był rusztowaniem. W świetle lamp uwijali się robotnicy, betoniarka kręciła się z hałasem, akurat podjeżdżała jakaś ciężarówka. Skoczyłam z powrotem w krzaki, żeby mnie nikt nie rozpoznał w świetle reflektorów.

Zanim sobie poukładałam to wszystko w głowie, zrobiło się jakieś zamieszanie. Za chwilę na podwórzu pojawił się Michał z kilkoma kolegami.

- Mówię ci, że go widziałem - wołał. - Przecież nie zwariowałem.

- Przewidziało ci się - uspokajał go jeden z kolegów. - Najpierw mówisz, że widziałeś swoją żonę, później jego... Stary, jesteś przepracowany. Idź i wyśpij się porządnie.

- Mówię ci, że to był on. Przecież bym spadł, jakby mnie nie przytrzymał.

- Michał, jesteś przemęczony fizycznie i psychicznie. Jedź już do domu i opowiedz żonie, to ci stresu ubędzie. My tu porobimy jeszcze do dziesiątej.

- Dobra, wezmę tylko prysznic - zgodził się Michał zmęczonym głosem.

Wycofałam się głębiej w krzaki.
Zrozumiałam, że mój mąż dorabiał sobie wieczorami, remontując dom publiczny. Ale dlaczego robił to w tajemnicy? O rany, moje urodziny w czerwcu! Michał zapowiedział mi kiedyś, że szykuje odlotowy prezent. A ja myślałam...

Przypomniały mi się moje spakowane walizki. Muszę jak najszybciej pędzić do domu, żeby je rozpakować. Jednak przerażona zdałam sobie sprawę, że nie zdążę przed Michałem.

Chyba że...

W porządku! Dla dobra sprawy przebiegnę nawet przez cmentarz po ciemku.

W ciągu trzech minut byłam już przy ogrodzeniu. Przesadziłam siatkę jak profesjonalna płotkarka i przystanęłam na chwilę, żeby przyzwyczaić oczy do ciemności.
Księżyc wyglądnął zza chmury i zalał cmentarz upiornym światłem. Z pobliskiego drzewa rozległo się nawoływanie puchacza.
No, no, no, bez przesady! W każdym kiepskim kryminale wyją puchacze. Kto by się tam dał nabrać na taki kicz?

Zacisnęłam zęby i z duszą na ramieniu ruszyłam w stronę wyjścia.
Wydawało mi się, że ktoś idzie blisko za mną, ale postanowiłam nie odwracać się. To tylko moje nadwerężone nerwy. Ja się nie boję.
Słyszycie, państwo? Leżcie sobie spokojnie dalej. Duchów nie ma. Nie ma was i basta!
Gdy poczułam zimny oddech na szyi, przyśpieszyłam kroku.
Szybko, szybko, jeszcze tylko kilkanaście metrów!

Nagle zza nagrobku wyskoczyło dwóch mężczyzn na ścieżkę.

- O, jaka cizia! Chodź, mała, zabawimy się!

O nie! Zapomniałam o tych pijusach. Groza chwyciła mnie za gardło.

- Proszę się nie bać – usłyszałam nagle za plecami. - Odprowadzę panią.

Odwróciłam się i ujrzałam wysokiego mężczyznę.
Chwycił mnie pod rękę.
Pijaki cofnęli się na jego widok. Pootwierali usta i gapili się na nas osłupiali.

- Rysiek Gontarek? Ja chyba zwariowałem - wykrztusił jeden z nich.

- Ry... Ry... - jąkał się drugi. - O k..., za dużo wypiłem.

Mój wybawiciel pociągnął mnie w stronę bramy.

- Oni się boją pana - powiedziałam drżącym głosem.

Mężczyzna uśmiechnął się.

- Oni się boją swoich białych myszek – odparł, otwierając ciężką bramę cmentarza.

Przebiegłam przez ulicę. Gdy przy furtce ogródka oglądnęłam się, żeby mu pomachać, już go nie było.

Błyskawicznie rozpakowałam walizki i dałam susa do łóżka, gdy do domu wszedł Michał.

- Kochanie, śpisz już? - potrząsnął mnie za ramię. - Obudź się, muszę z tobą koniecznie porozmawiać.

- Co się stało? - demonstracyjnie przetarłam oczy.

- Słuchaj, muszę ci wszystko opowiedzieć, bo chyba z tego stresu zawodzą mi nerwy. To miała być niespodzianka na twoje urodziny, wiesz, ten burdel.

- Burdel, aha... Chciałeś mnie zaprosić do burd... domu schadzek?

- Nie! Chciałem ci go sprezentować!

- O, jak miło - wykrztusiłam z siebie.

- Nie, nie dom schadzek. On już dawno nie istnieje. Ten budynek, rozumiesz? Zaciągnąłem kredyt, wyczyściłem konto i kupiłem posiadłość razem z ogrodem. Na tę twoją kawiarnię, o której tak marzysz. Właśnie kończymy z kumplami remont.

Wytrzeszczyłam na niego oczy. Dobry Boże, co ja chciałam zrobić! Uciec od najlepszego męża na świecie.

- Ale ta harówa i ten cyrk z zachowaniem tajemnicy za wszelką cenę - ciągnął dalej Michał - wykończyły mnie nerwowo. Wyobraź sobie, że dzisiaj w pewnym momencie wydawało mi się, że stoisz tam pod domem. Zerwałem się tak nagle, że byłbym zleciał z rusztowania, gdyby nie przytrzymał mnie stary kumpel.

- Dzięki Bogu! - zawołałam z przejęciem.

- No, nie wiem, czy dzięki Bogu, czy diabłu - odparł Michał. - Bo za chwilę uprzytomniłem sobie, że ten kumpel rok temu zginął w wypadku samochodowym.

Machnęłam ręką, bo w końcu zginął, czy nie zginął, najważniejsze, że przytrzymał mi spadającego męża.
Objęłam Michała szczęśliwa. Tuliłam go i głaskałam tak długo, aż zapadł w sen.

Następnego dnia Michał był jeszcze pod wrażeniem przeżytej halucynacji. Wprawdzie nikomu już nic nie opowiadał, ale naścinał w ogrodzie tulipanów i wyjął z prababcinych zapasów duży znicz.

Pobiegłam za nim, bo chciałam mu wytłumaczyć, dlaczego poprzedniego dnia nie dotarłam do grobu prababci.

Nagle zauważyłam, że Michał zatrzymał się przy tym samym grobie, na którym wczoraj poustawiałam znicze. Ułożył na nim kwiaty, zapalił światełko i przyklęknął.

Tknięta dziwnym przeczuciem powoli podeszłam bliżej i spojrzałam na litery wyryte na kamiennej płycie.
Ryszard Gontarek - zginął śmiercią tragiczną.

Umbra Eight
_________________
Umbra Eight
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo. Done by Forum Wielotematyczne
stat4u
Kopiowanie tre?ci i zdj?? z portalu i forum bez zezwolenia zabronione