Strona GłównaStrona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Quasimodo
Autor Wiadomość
Jan Oliver 

Wiek: 48
Dołączył: 23 Lip 2011
Posty: 18
Skąd: Warszawa - New York
Wysłany: 2011-08-14, 21:29   Quasimodo

Quasimodo

Potężny tułów katedry stopniowo wyłania się z ciemności. Robi się coraz jaśniej. Pierwsze ludzkie postacie bezgłośnie przecinają plac i giną gdzieś w zakamarkach bocznych uliczek.
Jest dzień powszedni. Pewnie spieszą do pracy. Ale nie pędzą. Może pędzili, zanim doszli do placu, ale tutaj, w obliczu majestatu katedry, zwolnili swoje kroki. I ściszyli.
Mimo to czuję ich obecność. Jeszcze zanim ich usłyszę i zobaczę. Czuję, jak cierpnie mi skóra i jeżą się włosy. Skok adrenaliny zaostrza zmysły. Kontrola sytuacji!
Kryć się, atakować, chwycić w nożyce, pociągnąć za cyngiel? Czy kiedykolwiek pozbędę się tych reakcji? Przecież jestem w Wiedniu.
Odwołanie alarmu. Mężczyzna wymachuje parasolem, a nie karabinem. Trzyma w ręce granat?! Bynajmniej. Wszak wbija zęby w podejrzaną kulę. To nie grzechot spadających dachówek, to ludzkie mlaskanie odbija się echem w wąwozach ulic.

A więc tak wygląda raj. Grzechy odpuszczone, dobre uczynki nagrodzone, z przodu kawiarnia Aida, po lewej katedra, z tyłu pomnik na cześć zwycięstwa nad dżumą trzy wieki temu, po prawej McDonalds.
Plac św. Szczepana w Wiedniu. A na kamiennej ławce ja, Jasiek.
Co ja tu robię?!

Coraz więcej luksów, coraz więcej ludzkich postaci.
Małe samochody dostawcze w ślimaczym tempie posuwają się po deptaku. Sprzedawczynie myją potężne szyby wystawowe. To dobry znak, gdy mycie okien staje się najważniejszym zajęciem.

Wiedeński placu z czystymi szybami, z katedra, Aidą, pomnikiem zwycięstwa nad dżumą przed trzema wiekami i McDonaldsem, nosisz nieprawidłowe imię.
Ja, Jasiek, który przekonany jest, że znalazł się w raju, chrzczę cię imieniem Rajskiego Placu w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego...

Na betonie wąskie strużki pozostawiają ciemne ślady. Nie są czerwone, wiem, ale mimo to chcę się przekonać, że to nie krew. Zanurzam palec w potoczku.
Ciecz nie jest lepka, pachnie cytryną.
Jestem zachwycony, bo to rzeczywiście nie krew.

Ludzie, ludzie, dlaczego wy się nie cieszycie, że w waszym Wiedniu ulice nie są zbroczone krwią?

Boże, dlaczego mnie tak hojnie obdarowujesz? Przecież bluźniłem już jako dziecko, pamiętasz, ukryty pod pierzyną, z palcami w uszach, aby nie słyszeć jęków matki. Przecież strzelałem do Ciebie! Jestem pewny, że tego nie zapomniałeś, wtedy na skraju jugosłowiańskiej wsi, gdy zdałem sobie sprawę, że nie podołam wybić wszystkich Serbów, porwanych przez morderczy szał. Uniosłem wtedy karabin i następne salwy puściłem w niebo. Ale tak naprawdę to nie wiedziałem, czy Ty rzeczywiście tam jesteś.
A więc za co? Udajesz dobrodusznego, wszystko mi wybaczasz, chcesz pogodzić się ze mną.
Nie, nic z tego. Gdyż ja nie mogę wybaczyć Tobie. Nie, tym mnie nie udobruchasz, musiałbyś wymyślić cos innego, przysłać co najmniej anioła.

Kobieta zza wymytej szyby wystawowej nieruchomieje ze zdumienia, gdy widzi, jak oblizuję palec, i zaraz potem speszona odwraca wzrok. Jestem już przyzwyczajony, że kobiety lękają się mojej fizjonomii.

- Skąd ci się wziął taki Quasimodo? - pytano ojca, gdy czasami zabierał mnie ze sobą do gospody w naszej rodzinnej Olszynce.

- Musiała puścić się z samym Belzebubem - odpowiadał ojciec, spoglądając na mnie spod przymrużonych powiek.

Podczas studiów na AWF we Wrocławiu poznałem Zorana. Przyjechał do Polski na jeden semestr. Nie znał polskiego, ale ja znałem trochę serbsko-chorwacki. Mój ojciec pochodził z Jugosławii. Gdy Tito zjednoczył jugosłowiańskie narody, ojciec opuścił swoją ojczyznę i wyjechał do Polski. Zawsze powtarzał, że nie będzie żył „pod jednym dachem“ z zawszonymi muzułmanami.
Zoran przylgnął do mnie. Razem trenowaliśmy azjatyckie sztuki walki. Gdy umarła moja matka, dałem Zoranowi namówić się na wyjazd do Sarajewa, gdzie mogłem kształcić się u koreańskich mistrzów. Otworzyliśmy siłownię. Dobrze szła. Wieczorami ćwiczyłem taekwondo.
Gdy doszczętnie spaliłem pokład tłuszczu między skórą a mięśniami, a mój koreański trener uznał, że jeśli wezmę kogoś w nożyce, samymi nogami zmiażdżę mu krzyż, wyruszyłem z powrotem do domu, aby moje granitowe nogi zaprezentować ojcu. Czułem, że krzyki matki będą brzmiały mi w uszach tak długo, jak długo będzie żył jej oprawca.
Ale on mi uciekł. Do polityki, mówili sąsiedzi i dziwili się:

- Nie widziałeś go w telewizji? Przecież to prawa ręka Karadżicia.


- W telewizji też go pokazywali - słyszę.

Przestraszony unoszę głowę.

Obok mnie na kamiennej ławce przysiadł stary Austriak.

- Kogo? - pytam po niemiecku starca, wymachującego gazetą przed moim nosem.

- No Vranitzky’ego, a kogo! Położył tam kwiaty. Co się pan tak patrzysz? Z księżyca pan spadłeś? Tam, przed tym cygańskim osiedlem, co to postawili tablice „Precz z cyganami!“, a jak ci młodzi Cyganie chcieli ją usunąć, rozszarpała ich bomba, wszystkich czterech. Jak chce pan wiedzieć, to ten cały program szkolny jest do kitu. Powinni nauczać, jak ludzie mają żyć ze sobą, a nie jak majsterkować bomby przeciwko sobie.

Panie Vranitzky, pan, ładny Austriak, i ja, brzydki polsko-serbski mieszaniec, panie, wygląda na to, że my dwaj mamy czarne owce w naszych stadach. Widzisz pan, panie kanclerzu, jacyś my do siebie podobni? Pan, ładny austriacki Franz, i ja, brzydki polsko-serbski Jasiek.

Właściwie nie jestem już Serbem ani ociupinkę. Przestałem w momencie, gdy serbskie ręce zaczęły sięgać po bezbronne bośniackie kobiety i gdy pierwsza serbska pięść spadła na bośniackie dziecko.

- Czyje to dziecko? - zapytał wtedy na granicy Austriak.

Otumanionym wzrokiem patrzę na mężczyznę za biurkiem.

- Czy to pana córka? Młodsza siostra? Krewna?

- Nie wiem.

- Przecież przyniósł pan tę dziewczynkę na rękach! Pan musi ją znać... Jak pan się nazywa? Z jakiego powodu chce się pan dostać do Austrii?

Człowiek potrafi dużo znieść, płacz matki i pogardliwe spojrzenie ojca, krzyki torturowanych i umierających, bluźnierstwa i jęki, i swoje własne nieme mordowanie...

Jugosłowiańska wojna zaskoczyła mnie w Sarajewie.

- Po czyjej jesteś stronie? - zapytali serbscy czetnicy.

Na czapkach i polowych bluzach mieli trupie główki, w rękach dzierżyli karabiny.

- Jestem Polakiem, koledzy - powiedziałem. - Prowadzę prywatną szkołę taekwondo. Nie mieszam się do polityki...

- Albo jesteś z nami, albo przeciwko nam - usłyszałem twarde słowa z zaciętych ust.

Czarne lufy karabinów jakby przypadkiem mierzyły w moją pierś.

- Spokojnie, przyjaciele - uniosłem na znak pokoju dłonie. - Mój tatuś jest Serbem, więc to chyba jasne, po czyjej jestem stronie.

Poklepywanie po plecach. I mój zdradziecki uśmiech.
Bo ja nie byłem po niczyjej stronie.

Ta wojna przeobraziła się w moją osobistą walkę. Każda pchnięta na ziemię kobieta była moją matką, każdy pochylony nad nią mężczyzna - moim ojcem. Czułem, że nareszcie mam odwagę wyjść spod pierzyny, gdzie przez całe moje dzieciństwo bezsilnie słuchałem płaczu katowanej matki. Każdy Serb, przed którym ratowałem Bośniaczki, był moim ojcem. Jego kark kruszył się w moich palcach, jego kręgosłup trzaskał pod moimi nogami. Ale gdy zabijałem go w jednym domu, matka, którą symbolizowały napadnięte Bośniaczki, krzyczała w sąsiedniej chacie. Po lewej i po prawej jednocześnie. I w postaci tej małej dziewczynki na strychu, którą na rękach zaniosłem do Austrii.

Człowiek potrafi dużo znieść, ale nagle granica zostaje przekroczona, i wtedy nie zniesie już niczego, nawet jednego prostego pytania.
Z jakiego powodu chce pan dostać się do Austrii?
Wszystkie obrazy, słowa, krzyki, myśli i czyny wypływają na wierzch, brzęczą, świszczą, dudnią w głowie, i zagłuszają wszystko inne.
Usta Austriaka poruszają się, ale poza dudnieniem nie słychać niczego.

- Nie rozumiem - jęknąłem w końcu.

A oni myśleli, że potrzebuję tłumacza, i przyprowadzili Jacę.
Jaca struchlała w pierwszej chwili, ale zaraz podbiegła i objęła mnie, i coś wołała, i tłumaczyła ludziom w austriackich mundurach, ale ja ciągle nic nie rozumiałem, bo tak dudniło w mojej głowie, może im mówiła, że byłem jej trenerem, że uczyłem ją za darmo taekwondo, że jestem brzydki, ale nie taki zły, że... Nie wiem, co im mówiła, nic nie słyszałem, bo tak strasznie dudniło w mojej głowie, i chciałem, żeby już przestało, i zacząłem płakać, a później chyba zasnąłem.

- Myślałam, że studenci mogą tutaj trenować za darmo - powiedziała wtedy rozczarowanym głosem.

Kilka moich uczennic wybuchnęło śmiechem.

- Taekwondo to nie balet!

- To jest prywatny klub - tłumaczyłem. - Trenowaniem zarabiam na życie.

Patrzyła przez chwilę, jak dziewczyny rozdawały błyskawiczne ciosy i kopniaki, po czym ruszyła do drzwi.
Pomyślałem wtedy, że jeżeli nie nauczę jej walki, spotka ją może kiedyś los mojej matki.

- Jak masz na imię? - zawołałem.

- Jaśmina.

Tego jeszcze brakowało“ - przemknęło mi przez głowę. - „Imię posłusznej, bośniackiej kobiety.“

- Jaca - skorygowałem. - U mnie nie ma Jaśminy, Gordany, Swietlany, jest Jaca, Goca, Ceca, tylko imiona brzmiące jak jęk przy uderzeniu karate. Jasne?

Ćwiczyła zawzięcie. Gdy pompowała na przyrządzie Stairmaster, jej żyły nabrzmiewały i pulsowały, pot tryskał wokół jej głowy milionami kropelek, skakała jak derwisz, nogami i rękami blokowała ataki i rozdawała precyzyjne pchnięcia, a gdy rzucała przeciwnika na matę, drżały w oknach szyby. Byłem pewien, że stawi czoła swojemu mężowi. O pogromie, jaki miał niebawem spaść na jej kraj, nikt wtedy jeszcze nie myślał.

Kiedy przyszedłem do siebie, leżałem na przestronnej sali pełnej łóżek, wśród uchodźców z Bośni. Poklepywali mnie po ramieniu, uśmiechali się pocieszająco, a oczy Jacy ostrzegały mnie, abym nie zdradził mojej przynależności narodowej, bo nie przeżyję następnej nocy. Bośniacy nie żartowali ani z Serbami, ani z cudzoziemcami, służącymi w serbskim wojsku. A takich było wielu. Również Polaków. Młodych chłopców z Polski, którzy zaciągnęli się do serbskiego wojska z miłości do zabijania.

Kawiarnia Aida jest juz otwarta. Pierwsi goście popijają kawę łyczkami, stojąc, siedząc, czytając gazetę, patrząc przez okno, rozmawiając o nieważnych rzeczach.
To dobrze, że ludzie mogą rozmawiać o nieważnych rzeczach. To dobrze. Czuję, że wzruszenie dławi mnie w gardle. Wzrusza mnie to, że ci ludzie, tam, w tej kawiarni, nie myślą o strzelaniu i o tym, że ich dzieci pewnie dzisiaj jeszcze padną z głodu. Oni myślą i rozmawiają o bzdurach. Jak to dobrze, że rozmawiają o bzdurach!

- Nie musi się pan zaraz mazać - burczy starzec siedzący obok mnie i niezadowolony kręci głową. - Młody człowieku, ja przeżyłem wojnę, cztery cygańskie trupy, co to jest.

Austriak podnosi się z kamiennej ławki i odchodzi zmęczonym krokiem, ciągle jeszcze kręcąc głową.

Szlocham dalej. Nie wiem dlaczego.
Nagle wszystko gaśnie w mojej głowie. Nie zostaje ani jeden obraz, przestaje nawet dudnić, nie czuję strachu ani bólu, mój świat zlewa się w bezkształtną masę, bez kolorów. Zniknęło światło i cień, nie ma juz niczego, niczego...
Niczego!!!

- Ciii... Nie krzycz, Jasiu, już dobrze. - Delikatne palce zasłaniają mi usta. - Siedziałeś tu przez całą noc? Na tej zimnej, kamiennej ławce? Szukaliśmy cię wszędzie.

Drobna dłoń głaszcze moje mokre policzki.

- Jasiek, tak się bałam, że odjechałeś do Polski beze mnie. Ta twoja Polska musi być pięknym krajem. Cieszę się, że chcesz mnie zabrać ze sobą. Wiesz co, otworzymy w Polsce klub taekwondo. Jasiu, spójrz na mnie, to ja, Jaśmina.

Jaśmina.
Pierwszy dźwięk w moim świecie.
Jaśmina. Brzmi jak pieśń o łagodnych ustach i delikatnych palcach, o białych, miękkich udach. Pieśń o aniele.

Dziękuję ci, dobry Boże. Przysłałeś mi jednak anioła.


Jan Oliver
_________________
Jan Oliver
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo. Done by Forum Wielotematyczne
stat4u
Kopiowanie tre?ci i zdj?? z portalu i forum bez zezwolenia zabronione