Strona GłównaStrona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Przesunięty przez: Baba Jaga
2012-04-11, 18:38
Życzenia Świąteczne z Muzeum Dulag 121
Autor Wiadomość
Iwona Stasiak 

Wiek: 31
Dołączyła: 23 Gru 2011
Posty: 1
Skąd: Pruszków
Wysłany: 2011-12-25, 19:40   Życzenia Świąteczne z Muzeum Dulag 121

W imieniu Dyrekcji oraz pracowników Muzeum Dulag 121 w Pruszkowie chciałabym złożyć Państwu najserdeczniejsze życzenia Świąteczne. Zdrowych i spokojnych świąt Bożego Narodzenia oraz wiele pomyślności w nowym Roku.
Serdecznie pozdrawiam
Iwona Stasiak
.....................................................................
Kilka słów o Muzeum:
Muzeum Dulag 121 upamiętnia ofiary obozu przejściowego dla Warszawiaków, którzy po Powstaniu Warszawskim zostali wypędzeni z płonącego miasta do Pruszkowa. Od 9 do 14 sierpnia 1944 roku do tego obozu przywożono również zmaltretowanych ludzi przetrzymywanych na Zieleniaku, z Ochoty oraz Okęcia. Po kilku dniach niepewności podlegali oni selekcji pod względem przydatności do pracy. Bardzo często rozdzielano wtedy rodziny. Następnie wysielonych wywożono w różnych kierunkach- do Generalnej Guberni, na roboty do III Rzeszy lub do obozów koncentracycjnych.
Zachęcamy do odwiedzenia naszej strony internetowej:
Kod:
 www. dulag121. pl
gdzie znajdą państwo więcej szczegółów dotyczących Muzeum i obozu przejsciowego w Pruszkowie.

Zyczenia swiateczne2011-p.png
Plik ściągnięto 200 raz(y) 352,15 KB

Ostatnio zmieniony przez Baba Jaga 2012-02-01, 16:54, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Jerzy_S 

Wiek: 68
Dołączył: 06 Kwi 2011
Posty: 720
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2011-12-25, 20:51   

Internauta : Almanzor


24.12.2011 03:175

Wigilia'44 z kolędą w Tworkach


Przed Wigilią 2005 roku byłem zaproszony na spotkanie opłatkowe jako uczestnik konkursu / projektu „Moje wojenne dzieciństwo”, w którym kiedyś napisałem, co zapamiętalem z przeżyć 3 i pół - 4 letniego dziecka sprzed Powstania, w czasie Powstania, o wypędzeniu z miasta i o symptomach wojny widzianej przez dziecko z Milanówka gdzie mieszkaliśmy od października'44 do 26 stycznia 1945.

Spędziłem na tym spotkaniu opłatkowym niezapomniane chwile zwłaszcza ze względu na część artystyczną. Wykonały ją dzieci niepełnosprawne z Zespołu Szkół Specjalnych nr 63 w Warszawie. Siedząc na sali razem z weteranami Powstania, dawnymi więźniami niemieckich obozów koncentracyjnych, kiedyś żołnierzami na froncie lub w partyzantce dostałem też tekst kolędy dla wspólnego z nimi zaśpiewania i zrobioną ręcznie kartkę z życzeniami od tych dzieci.

Opiekunka dzieci opowiedziała nam o Wigilii 1944 roku w szpitalu psychiatrycznym w Tworkach. Akurat w czasie tamtej Wigilii, miesiąc przed wspomnianym w odcinku o ulicy Kutnowskiej naszym powrotem w styczniu 1945 na Grochów, mieszkaliśmy u kuzynów Mamy w Milanówku - ówczesnej konspiracyjnej stolicy Polski niedalekoTworek koło Pruszkowa.

Kolęda została napisana na jasełka, jakie personel Szpitala Psychiatrycznego w Tworkach zrobił dla przebywających w tym szpitalu dzieci, które zostały wypędzone przez Niemców z Warszawy po Powstaniu 1944.

Umieściłem tę kolędę kiedyś w Salonie 24. Ponieważ jest mi ona bliska bardzo, wstawiłem ją dzisiejszej nocy na Latte24. Żeby przysłonić szum otaczającej nas współczesności powtórzę ją tu w tym roku wraz z serdecznymi życzeniami świątecznymi dla każdego, kto tutaj do blogu zechce zajrzeć.

Żołnierz drogą maszerował

Kolęda powstańcza
Słowa: autor nieznany

na melodię: Serce w plecaku


Żołnierz drogą maszerował
Poprzez góry, lasy, polem
Pastuszkowie go spotkali,
Do Betlejem wiedli społem.

A choć był zmęczony bardzo,
Ale spieszył się on wielce,
Bo w plecaku niósł Dzieciątku
Z Warszawy żołnierskie serce.


Tę kolędę, tę jedyną
Śpiewam dla ciebie Dziecino,
Daj bym przetrwał wszystkie boje
I znów ujrzał miasto moje...

Za wolnością zatęskniony
Idę walczyć w obce strony,
Ale daj bym przetrwał boje
I znów ujrzał miasto moje!

Żołnierz niósł z Warszawy serce
-Serce młode i gorące
-Co walczyło w zapomnieniu
Przez słoneczne dwa miesiące.

Gdy w stajence się zebrali
Pany, króle, pastuszkowie,
Piękne dary poskładali
Aby Jezus wybrał sobie...


Tę kolędę, tę jedyną
Śpiewam dla ciebie Dziecino,
Daj bym przetrwał wszystkie boje
I znów ujrzał miasto moje...

A w stajence za wszystkimi,
Młody, ale pełen sławy
W mundurze bardzo zniszczonym
Stał polski żołnierz z Warszawy...

Dzieciąteczko go poznało,
Uśmiechnęło się do niego
I spośród darów wybrało
Serce żołnierza polskiego!


Tę kolędę, tę jedyną
Śpiewam dla ciebie Dziecino,
Daj bym przetrwał wszystkie boje
I znów ujrzał miasto moje...


"Jest to pierwsza wersja kolędy piosenki, która powstała po Powstaniu Warszawskim w grudniu 1944 roku. Słowa napisała zapomniana z nazwiska i pseudonimu lekarka, pracująca w szpitalu zorganizowanym dla rannych powstańców w Tworkach Pruszkowie pod Warszawą. Po zakończeniu wojny autorka przebywała podobno w Krakowie. Taką informację wraz z tekstem kolędy otrzymałem od Zofii Hajdo - Orszulskiej ps. „Marta" {redaktora „Polskiego Radia" w Warszawie), uczestniczki powstańczego szlaku bojowego od Woli do Placu Teatralnego na Starówce w 1944 roku. Przez szpital w Tworkach przewinęło się po Powstaniu ponad 5 tysięcy rannych, zarówno powstańców, jak i cywilnych mieszkańców Warszawy. Wśród rannych było bardzo dużo dzieci i dla nich właśnie przygotowała „Marta" bożenarodzeniową szopkę. Wtedy narodziła się Kolęda powstańcza do znanej melodii Serce w plecaku.... "

- Z książki Tadeusza Szewera „Niech wiatr ją poniesie do miasta" antologia pieśni z lat 1939 - 1945 Wydawnictwo Łódzkie. Wydanie drugie poszerzone -



i ja składam każdemu, kto tutaj zajrzy serdeczne życzenia wigilijne i świąteczne

Pozdrawiam

_ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _ _

Szanowna Pani,
Bardzo serdecznie witam Panią na Forum Ochoty.

Na portalu
Kod:
www.nowyekran.pl
pojawil się ten wpis powyższy internauty Almanzor

W książce Tadeusza Szewera
"Niech wiatr ją poniesie do miasta" napisane jest, że kolęda powstala w Szpitalu w Tworkach na Jaselka dla dzieci z Warszawy w grudniu 1944 r. Autorką słów byla pani doktor z tego szpitala, ktora później przeniosla się do Krakowa

[ Dodano: 2011-12-29, 21:03 ]
Gazeta Wyborcza Stołeczna - 29 grudnia 2011 r.

Wspomnienia (14.06.1931 - 22.12.1991)

Henryk Kłosiński

Są to wspominki o przedwojennym zwykłym warszawiaku, który przeżył okupację hitlerowską, Powstanie Warszawskie, koszmarny obóz w Pruszkowie, wygnanie i powrót do ukochanego miasta, a właściwie gruzów, które po nim zostały.
22 grudnia 2011 roku minęło 20 lat od śmierci mojego starszego brata Henryka, warszawiaka z dziada pradziada. Kiedy sięgam pamięcią wstecz, widzę Go, jak w czasie okupacji pomaga dziadkowi i ojcu w ciągnięciu dwukołowego wozu wypełnionego węglem lub ziemniakami. Oni tak harowali, aby zarobić na życie. Później w czasie pierwszego dnia Powstania Warszawskiego usiłuje ściągnąć z kartofliska rannego ojca przeszytego serią karabinu maszynowego z "Naftówki". Mieszkaliśmy wtedy na Woli, a właściwie na Kole, większość mieszkańców nie wiedziała o terminie wybuchu Powstania i w czasie powrotu z pracy dużo było ofiar. To właśnie spotkało naszego ojca, kiedy wracał z pracy. Chłopiec 13-letni mimo odwagi nie był w stanie ściągnąć dorosłego mężczyzny, zrobiła to w nocy sanitariuszka. Potem Heniek z tego pola pod ogniem tego samego snajpera podbierał kartofle i niekiedy plecak był przedziurawiony kulami. Po rzezi na Woli cudem uniknęliśmy śmierci i zostaliśmy odprowadzeni do kościoła św. Wojciecha na Wolskiej, a stamtąd do obozu koncentracyjnego w Pruszkowie. Tu Heniek też wykazywał wiele sprytu, aby znaleźć coś do jedzenia. Był wysoki, koledzy nazywali Go "Dyduś na słomianych nogach", przy segregacji Niemiec kazał mu przejść na stronę, gdzie stali mężczyźni wysyłani do Reichu czy obozów, znowu Mu się udało i w jakiś sposób dołączył do matek z dziećmi.
My warszawskie dzieci, nie mieliśmy normalnego dzieciństwa, zabawek, rowerów czy łyżew. Heniek miał jakiś dar manualny, wykonywał modele statków, samolotów, zabawek, i różnych przyrządów do zabawy.
Po skończeniu liceum handlowego, odsłużeniu Służby Polsce zaczął pracować w Głównym Urzędzie Statystycznym, w którym od przed wojny pracował również nasz ojciec. Tam pokazał swój talent, jakby to teraz nazwać elektronika, naprawiał, konserwował najpierw jakieś dziurkarki, tabulatory, a później pierwsze "maszyny cyfrowe" marki Bull, ICL i Odra. Były to pierwsze komputery sprowadzone do GUS-u. Nauczył się kilku języków, aby tłumaczyć instrukcje serwisowe. Tu przepracował ponad 30 lat.
Dzieci go uwielbiały, umiał się z nimi bawić i zainteresować różnymi ciekawostkami, zaprojektował i wykonał wielką planszę kolejki piko, sam zaprojektował automatykę i sterowanie. Kolejką tą bawią się już moje wnuki i cały czas jest rozbudowywana. Nie było urządzenia, którego by nie naprawił, cała rodzina korzystała z jego usług. Pochłaniał książki, miał dar superszybkiego czytania. O swoim rodzinnym mieście wiedział wszystko, był chodzącą encyklopedią w tym zakresie.
Kiedy odszedł po ciężkiej chorobie, coś się w naszej rodzinie zawaliło. On był spoiwem naszej rodziny. Był z nas pięciorga dzieci po prostu najlepszy.
Młodszy brat
_________________
Jerzy_S
Ostatnio zmieniony przez Baba Jaga 2012-02-01, 16:53, w całości zmieniany 4 razy  
 
 
Baba Jaga 

Dołączyła: 21 Sty 2011
Posty: 709
Skąd: Warszawa, Ochota-Szczęśliwice.
Wysłany: 2011-12-30, 10:40   Ksiądz Jan Zieja.

Ksiądz Jan Zieja.

Piszę o nim przy okazji tych miłych życzeń z od Pani Iwony i Muzeum Dulag121, dlatego że ksiądz Zieja jak tysiące osób opuszczających Warszawę po Powstaniu przeszedł przez obóz przejściowy w Pruszkowie. Jego przeznaczeniem było otrzymać pomoc, by go opuścić.

W czasie wojny ksiądz Jan Zieja był kapelanem powstającego w Laskach Zakładu dla Ociemniałych (organizowało się tam i spotykało środowisko katolickie w tym trudnym okresie), był kapelanem Szarych Szeregów, spowiadał idących do walki, mimo całego swojego radykalnie pacyfistycznego nastawienie uznał za swoje powołanie w tamtym czasie pomaganie walczącym, spowiadał, był przyjacielem. Mówił: „ Nie ważne jak się upada, ważne – jak się podnosi.”

Gdy Władysław Bartoszewski wstrząśnięty opowiadał mu o okrucieństwie, które zobaczył, powiedział mu: „ Bóg chciał, żebyś przeżył. Po co, jak myślisz? Nie po to, żebyś się nad sobą litował, ale po to, żebyś był świadkiem prawdy. Żebyś wiedząc, że istnieje tak straszne zło, upewnił się, że musi istnieć dobro. Są wokół nas ludzie nieszczęśliwi, cierpiący. Trzeba im pomóc! (…) Rozejrzyj się wokoło. Czy wiesz, co się dzieje w getcie?” Jak widać stał się jego przewodnikiem w tamtej trudnej chwili, pokazał mu kierunek.

Ksiądz Jan był mocno zaangażowany w pomoc Żydom, współpracował z Radą Pomocy Żydom „Żegota”, z Zofią Kossak-Szczucką oraz z katolicką organizacją Front Odrodzenia Polski, która również starała się pomagać żydowskiej ludności. Był kapelanem Komendy Głównej AK. Został ranny w Powstaniu Warszawskim, wzięty do niewoli i tak trafił do Pruszkowa, do obozu przejściowego.

Z Warszawą ksiądz Zieja był związany od lat młodzieńczych. W 1907 roku rozpoczął naukę w polskim ( wywalczono to po strajku przeciw rosyjskiemu zaborcy) gimnazjum im. Generała Pawła Chrzanowskiego (obecnie XVIII Liceum Ogólnokształcące im. Jana Zamoyskiego w Warszawie, ulica Smolna 30, koło stacji Warszawa Powiśle). Uczył się w nim razem z młodym Melchiorem Wańkowiczem.

Wyświęcony na kapłana 5 lipca 1919 roku, rozpoczął studia na Wydziale Teologicznym UW. W tym czasie poznał Różę Czacką ze Zgromadzenia Służebnic krzyża, która prowadziła Zakład dla Niewidomych przy ulicy Polnej w Warszawie. Z dziełem matki Czackiej ks. Jan związał się na całe życie. Do Warszawy również wrócił po wojnie w 1949 roku.

To tylko symboliczny ułamek z życia księdza Ziei, ponieważ człowiek ten i kapelan całe życie swoje wypełniał ciężką pracą dla ludzi w tym dzieci ( na przykład założył w Słupsku pierwszy w Polsce Dom Matki i Dziecka!!), skromnością, chrześcijańskim ubóstwem i wiernością chrześcijańskim ideałom i Bożym przykazaniom zawstydzał niejednego biskupa, pracowitością i dobrocią zaskarbił sobie miłość wielu tysięcy ludzi. Zmarł 19 października 1991 roku w Warszawie. Święta Urszula Ledóchowska nazywała go szaleńcem Bożym.

przy pomocy artykułu "Prorok, który patrzył w otwarte niebo" pani Marty Wielek w miesięczniku "List" z grudnia 2011 roku, adres internetowy www. list.media.pl

portret ks. Jana Ziei z miesięcznika LIST.jpg
Plik ściągnięto 131 raz(y) 1,29 MB

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo. Done by Forum Wielotematyczne
stat4u
Kopiowanie tre?ci i zdj?? z portalu i forum bez zezwolenia zabronione