Strona GłównaStrona Główna
FAQ  Szukaj  Użytkownicy  Grupy Rejestracja  Album  Zaloguj

Poprzedni temat :: Następny temat
Przesunięty przez: Baba Jaga
2012-06-06, 23:44
Zemsta nietoperza
Autor Wiadomość
Alina 

Wiek: 35
Dołączyła: 01 Lip 2011
Posty: 48
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2012-01-13, 00:59   Zemsta nietoperza

Zemsta nietoperza

Wypiłam rozpuszczoną aspirynę jednym haustem i znowu pochyliłam się nad klawiaturą. Ale moje palce były wyjątkowo niemrawe. Im więcej ćwiczyłam, tym częściej się potykałam.
Strauss przewróci się w grobie, jak mnie usłyszy na scenie. Wszystko przez mamę, bo wczoraj powiedziała, że tlen uskrzydla szare komórki, a więc ćwiczyłam przy otwartym oknie, wystawiając na działanie zimnego, styczniowego tlenu nie tylko komórki mózgu, ale i pęcherzyki płucne. Skutki - opłakane.

- Kaszlałaś, Alusiu? - mama wsadziła głowę przez drzwi.

Zaprzeczyłam energicznie i burknęłam, żeby nie przeszkadzała. Obawiałam się, że wyczai moją grypkę i zamiast na scenie wyląduję w łóżku. I nie pomogłyby żadne tłumaczenia, że koncert urządzany jest na rzecz sierot wojny bałkańskiej.
„Młodzież wiedeńska gra dla rówieśników z Sarajewa“ - takie i podobne slogany miały wstrząsnąć sercem i portfelami austriackiej prominencji.
Zapowiedział się nawet kanclerz. A że z okazji ogłoszonego Roku Straussa podał, iż jego ulubionym utworem jest „Nad pięknym modrym Dunajem“, organizatorzy wciągnęli walca do programu. A nawet zaangażowali jako wykonawcę Paula, znanego w świecie muzyki „dziecięcego“ geniusza, który w naszej szkole chodził do klasy maturalnej. Zadaniem Paula było nie tylko przypochlebienie się uszom kanclerza, ale przede wszystkim dodanie imprezie blasku swoją obecnością.
Portier przy wejściu służbowym cicho pochrapywał, gdy dwie godziny przed rozpoczęciem przedstawienia wkroczyłam do teatru.
Widocznie muzykujące małolaty nie były warte nawet uniesienia powieki.
Po kilku minutach błądzenia wzdłuż wąskich korytarzy nie znalazłam wprawdzie garderoby dla uczniów, ale za to znalazłam widownię. Włączone reflektory były skierowane na fortepian. Poza tym nie było ani żywego ducha.
Gdy rzuciłam torebkę na deski sceny, z podłogi uniósł się mały tuman kurzu.

„Co za świństwo“ - pomyślałam. - „Młodzież daje z siebie wszystko, a zarząd teatru nawet nie pomyślał, aby trochę posprzątać.“

Usiadłam na stołku. Najwyższy czas, żeby trochę potrenować palce. Bo jak przyjdzie jego wysokość Paul, to mnie stąd przegoni jak nic. W końcu on był gwiazdą wieczoru, a ja co najwyżej marnym szkiełkiem odblaskowym.

Już po pierwszych tonach zauważyłam, że instrument kuleje. Tego mi jeszcze brakowało. Już chciałam wstać i iść po kogoś, żeby nastroił fortepian, gdy usłyszałam nad głową łopot skrzydeł.
O rany, to musi być bardzo podupadły teatr, skoro zagnieździły się tu nawet ptaki.
W tym momencie zauważyłam kilka kroków ode mnie mężczyznę we fraku. Miał czarne, gęste włosy i sumiaste wąsy jak Johann Strauss na plakacie, zdobiącym wejście.

Pomyślałam sobie, że pewnie w tym roku cały personel teatru stylizowany jest na króla walców.

- Czekaj, ja ci go nastroję - powiedział mężczyzna.

- A umie pan? - zdziwiłam się, bo wzięłam go za biletera.

Uśmiechnął się pod swoim czarnym wąsem i przystąpił do pracy. Poczułam strużki potu spływające mi po czole. Albo to robota grzejących reflektorów, albo przeziębienie dawało mi się we znaki. Nie wiadomo co gorsze.
Popatrzyłam na pochylone plecy mężczyzny i rozbawiona zauważyłam, że przy najmniejszym jego ruchu leciał kurz z jego fraku. Nawet jego włosy i wąsy zdawały się być zakurzone. Wyprostował się nagle, jakby wyczuł mój wzrok.

- Co będziesz grała? - zapytał, patrząc na mnie bacznie ciemnymi oczami.

Powiało chłodem, aż się wzdrygnęłam.

- Wiadomo przecież, Straussa - odparłam, nie mogąc opanować dreszczy.

- Mówisz to takim tonem, jakbyś go nie lubiła.

- Nie znam... - chciałam powiedzieć, że nie znam jeszcze specjalnie jego utworów, ale przyszło mi na myśl, że zakurzony facet wygląda na fana Straussa, więc w ostatniej chwili zmieniłam zamiar i dokończyłam: - nie znam lepszego od niego.

Mój rozmówca uśmiechnął się tak promiennie, że zdawać by się mogło, iż włączono dodatkowy reflektor.

Przetarłam ręką wilgotne czoło i postanowiłam wziąć jeszcze jedną aspirynę.

- Pan tu pracuje? - zapytałam w nadziei, że zakurzony pokaże mi garderobę czy choćby jakąś kuchnię, gdzie mogłabym rozpuścić tabletkę.

- Chyba... chyba tak - uśmiechnął się. - Pilnuję teatru. Coś mnie tu trzyma, chyba to fiasko z siedemdziesiątego czwartego. Jeżeli lubisz Straussa, to na pewno słyszałaś o „Zemście nietoperza“...

- W siedemdziesiątym czwartym nie było mnie jeszcze na świecie.

Mężczyzna roześmiał się głośno. Jego niesamowity śmiech odbił się echem po sali, tak że przez chwilę wydawało mi się, że śmieją się wszystkie ściany, sufit i zakurzone deski sceny.
Przejął mnie dreszcz. Chwyciłam torebkę i biegiem ruszyłam do wyjścia.

- A wiesz, że na zapalenie płuc można umrzeć? - usłyszałam jeszcze, zanim zatrzasnęły się za mną drzwi.

Przez chwilę znowu błądziłam, w końcu znalazłam korytarz, na którym zobaczyłam Paula z organizatorką koncertu. Po ich gestykulacji domyśliłam się, że o coś się sprzeczali.

- Ale przecież umówiliśmy się na trzy tysiące! - wołała organizatorka oburzona.

Przystanęłam zaskoczona. To ci dopiero! Paul kazał sobie płacić za występ.

- Jeżeli mam już stukać ten oklepany, nudny „modry Dunaj“, to tylko za pięć. Albo niech sobie pani sama gra dla kanclerza - odparł Paul cynicznie. - A teraz przepraszam, przed występem zwykłem wrzucać to i owo na jelita.

Na końcu korytarza coś się zakurzyło. Aha, mój dziwaczny stroiciel. Ruszył w ślad za Pulem. Jego mina nie wróżyła nic dobrego. Pomyślałam sobie, że pewnie ma zamiar nagadać Paulowi do słuchu.

Znalazłam w końcu garderobę, gdzie już roiło się od ludzi z różnych szkół. Muzycy stroili swoje instrumenty, aktorzy przebierali się i szminkowali przed lustrami.

- Późno przyszłaś - usłyszałam zdenerwowany głos mojego profesora.

- Wcale nie, tylko fortepian miauczał jak stara szafa, więc czekałam aż taki facet we fraku go podbuduje - odparłam, wrzucając do szklanki musującą aspirynę.

Profesor uśmiechnął się i pogroził mi palcem.

- Takie bajki to możesz opowiadać portierowi, on lubi słuchać o duchach.

O duchach? Wzruszyłam ramionami.

- Masz jeszcze tylko kilka minut czasu, żeby trochę poćwiczyć, bo zaraz zjawi się Paul - przypomniał profesor.

Pośpieszyłam za nim na scenę.
I tu przeżyłam moją pierwszą niespodziankę. Na sali wszystko było inne. Fortepian lśnił z daleka, na podłodze ani śladu kurzu, widownia dużo większa, fotele eleganckie...

Pomyślałam, że widocznie trafiłam przedtem do jakiejś starej, nie używanej już sali i zezłościłam się na faceta we fraku, że nie wyprowadził mnie z błędu.

Niebawem widownia wypełniła się po brzegi.
Przez szparę w kurtynie dostrzegłam w pierwszym rzędzie kanclerza z małżonką. Gdyby on wiedział, że jego „modry Dunaj“ kosztuje organizatorów trzy, albo i pięć tysięcy, to pewnie by wcale nie przyszedł.
Po uroczystym przemówieniu śmietanka Wiednia poczęła się produkować. Ktoś tam śpiewał, ktoś inny recytował wiersze, jakiś zespół odegrał kawałek „Zemsty nietoperza“... Ja miałam występ zaraz po dziewczynie, opowiadającej o życiu Straussa.

- To właśnie tutaj, w teatrze „ Theater an der Wien“ w 1874 roku odbyła się premiera „Zemsty nietoperza“, uwieńczona raczej średnim sukcesem - opowiadała panienka.

- Streszczaj się, streszczaj się - poganiałam ją w myślach. Pomimo tabletki pękała mi głowa i łapały napady kaszlu; marzyłam tylko o tym, żeby wreszcie znaleźć się w łóżku.

- Johann Strauss odbierał najlżejszą krytykę swoich utworów jako osobistą obelgę - ciągnęła dziewczyna. - I podobno nigdy nie zapomniał tego rozczarowania. Artyści twierdzą, że jego duch kołacze się w teatrze „an der Wien“, nieraz przybiera postać nietoperza, nieraz samego mistrza, straszy krytyków, dokucza tym, co nie lubią jego muzyki, pokrzepia swoich miłośników, a co niektórym ukazuje widownię i scenę tak, jak wyglądały przed stu laty, w dniu, w którym umarł na zapalenie płuc...

Umordowana przymknęłam oczy.
Co za bzdury! Jeszcze chwila, a pomyślę, że widziałam ducha Straussa. Znowu poczułam dreszcze. Zaraz ja umrę na zapalenie płuc.

Nawet nie zauważyłam, jak ktoś wypchnął mnie na scenę. Jak automat podeszłam do fortepianu i odegrałam mój przygotowany kawałek. Za każdą potyczką widziałam w myślach zmartwioną twarz mojego profesora. Cóż, bardzo mi przykro, ale klawisze dwoją i troją mi się w oczach. Nawet nie miałam siły się wstydzić.
Wstałam, ukłoniłam się, widzowie podziękowali mi anemicznymi, uprzejmymi oklaskami, i ruszyłam do garderoby. Ale zaraz za kulisami dopadli mnie rozgorączkowani organizatorzy.

- Musisz zagrać „Nad pięknym modrym Dunajem“! Wracaj na scenę!

- Ale Paul... - zaczęłam.

- Paul dostał bóli brzucha i nie wychodzi z toalety. Idź już!

- Wykluczone! - sprzeciwiłam się. - Ja tego nie potrafię... Nie umiem... to za wysoka szkoła jazdy dla mnie.

- Ale obiecaliśmy kanclerzowi... Tu masz nuty! Nie musisz z pamięci...

Chciałam im wytłumaczyć, że moje skromne umiejętności nie pozwalają na mistrzowskie odegranie niećwiczonego kawałka, z nutami czy bez. Nawet zaczęłam się rozglądać za profesorem, żeby mnie poparł, gdy nagle przy fortepianie zauważyłam mojego zakurzonego stroiciela. Kiwał na mnie ręką.
Jego widok tak mnie zbił z tropu, że ponownie dałam się wypchnąć na scenę.
W pierwszym rzędzie nieopodal kanclerza dostrzegłam mojego profesora, który w najwyraźniejszym geście rozpaczy zakrył dłonią oczy.

„Ja wieję!“ - przemknęło mi przez głowę.

- Nie bój się, Alina - szepnął zakurzony, jakby czytał w moich myślach. - Zobaczysz, zagramy im „Nad pięknym modrym Dunajem“ tak, jak jeszcze nigdy nikt nie zagrał tego walca... Poza samym maestro oczywiście.

To chyba gorączka sparaliżowała moje nogi, bo rzeczywiście klapnęłam na stołek i uderzyłam w klawisze.
Potem poszło już jak we śnie. Miałam wrażenie, że moje dłonie usamodzielniły się. Palce biegały po klawiaturze jak zwariowane, reflektory paliły mnie w głowę, po twarzy spływały mi strużki potu i chyba łez.
Stroiciel stał przy mnie cały czas.
Nie wiem jakim cudem, ale przebrnęłam przez cały utwór bez najmniejszej potyczki.

Pamiętam tylko, że nagle zerwała się burza oklasków, a mój profesor, bijąc w dłonie, aż podniósł się z fotela.

Odwróciłam się do dziwacznego stroiciela, żeby mu podziękować za wsparcie, ale jego już nie było.
Tylko w świetle reflektorów unosił się obłok kurzu.

IMG_2076.JPG
Plik ściągnięto 189 raz(y) 2,82 MB

_________________
Alina
Ostatnio zmieniony przez Baba Jaga 2012-01-26, 20:29, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Baba Jaga 

Dołączyła: 21 Sty 2011
Posty: 709
Skąd: Warszawa, Ochota-Szczęśliwice.
Wysłany: 2012-01-13, 11:29   Duch teatru, duch opery...

To opowiadanie o duchu Johanna Straussa, który pojawił się w teatrze, żeby wspomóc młodą dziewczynę w czasie wykonywania utworu jego autorstwa, przypomniało mi historię innego ducha związanego z muzyką oraz tym razem - z Operą w Paryżu. Wiemy, o kogo chodzi. Duch Opery, a właściwie Upiór Opery żył w wyobraźni Francuzów wiele lat przed tym, kiedy dziennikarz gazety „Le Matin” Gaston Leroux postanowił opisać tą paryską legendę, by następnie przez wiele lat mógł trwać w filmie amerykańskim, a w końcu stać się bohaterem jednego z najsłynniejszych musicali świata ( musical Andrew Lloyd’a Webber’a).

W 1910 roku wyżej wspomniany dziennikarz, reporter i pisarz odwiedził paryską Operę – Operę Garniera! Jej ogrom, wyniosłość i aura tajemniczości zrobiły na nim wielkie wrażenie. W tamtym czasie krążyły pogłoski o upiorze zamieszkującym lochy pod Operą. Dowodem na to miały być tajemnicze zaginięcia rzeczy i dziwne wypadki, które przydarzały się na terenie gmachu. Na podstawie tych wrażeń, niezwykłych opowieści o jakiejś postaci pojawiającej się w zakamarkach Opery oraz własnej wyobraźni napisał powieść „Phantome d’Opera”. Opublikował ją w 1911 roku.

W styczniu 1858 roku, cesarz Francji Napoleon III podążał wraz z cesarzową do starej opery przy Rue le Peletier. Było to 10 lat po rewolucji zwanej Wiosną Ludów i czasy ciągle nie były spokojne. Właśnie w ten wieczór włoski antymonarchista rzucił trzy bomby w cesarską karetę. Ponad 150 (!) osób zostało zabitych bądź rannych – za wyjątkiem pary cesarskiej, którym nic się nie stało. W efekcie tego zamachu, cesarz doszedł do wniosku, że konieczna jest nowa opera, z odrębnym, dobrze strzeżonym wejściem dla ówczesnych VIP-ów i w innym punkcie Paryża. Prefekt Paryża, genialny urbanista, baron Haussman rozpisał konkurs (!) i wygrał go genialny Charles Garnier. I nie był to przetarg w stylu polskim – wygrywa najtańsza oferta ( więc najgorsza najczęściej i najbardziej podejrzana), ale w stylu cesarskim!! Projekt Garniera był wielki, a realizacja wymagała fortuny.

Był to rok 1861, właśnie czas Johanna Strauss’a młodszego( jeszcze przed napisaniem, wspomnianych przez Ciebie w opowiadaniu, Alina, dzieł muzycznych). Przy robieniu głębokich wykopów pod podziemia opery, okazało się, że przez sam środek płynie duży strumień. Haussman jednak nie chciał zmienić planów i nie zamierzał oszczędzać. Sprowadzono 8 wielkich pomp parowych i przez kilka miesięcy próbowano osuszyć teren. Zbudowano potężne mury fundamentów, wylano smołę, ale potem woda i tak przesiąkła i w najniższych podziemnych salach opery powstało wielkie jezioro. To po nim pływał Upiór Opery z porwaną przez siebie ukochaną Christine.

Przyszła wojna francusko-pruska, wybuchła rewolucja, Napoleon III został wygnany, zapanował głód (podobno w tym czasie bogaci mieszkańcy Paryża zjedli żyrafy i słonie z paryskiego ZOO :?: ). W czasie tej okrutnej rewolucji (Komuna Paryska), ogromne lochy niedokończonej opery służyły komunardom za zbrojownie, ale i za straszne więzienie, gdzie torturowano i gwałcono, zadawano ból i cierpienie. Już po śmierci Napoleona III , wiele lat po rewolucji, w 1875 roku skończono i otwarto z wielką pompą Operę Paryża. Ogromny gmach ma 17 pięter!!!, z czego tylko 10 jest nad ziemią :!: . Siedem pięter to podziemne sale i w końcu na dnie, zalane wodą, lochy. Widownia jest niewielka jak na taką budowlę – 2156 miejsc ( mediolańska La Scala – 3500 miejsc, nowojorska Metropolitan Opera – 3700). W czasach Garniera w operze pracowało 1500 osób ! (dzisiaj około 1000) , wnętrza rozjaśniało 900 lamp gazowych połączonych gazową rurą o długości 16 kilometrów, w latach 80-tych XX wieku stopniowo zainstalowano oświetlenie elektryczne.

W tak ogromnym budynku o niezwykłej historii urodziła się legenda o upiorze zamieszkującym lochy.

IMG_1884.JPG
Opera w Paryżu, Opera Garniera.
Plik ściągnięto 235 raz(y) 3,45 MB

Ostatnio zmieniony przez Baba Jaga 2012-01-13, 16:41, w całości zmieniany 3 razy  
 
 
Dawid 

Wiek: 37
Dołączył: 10 Lip 2011
Posty: 107
Skąd: Nowy Jork
Wysłany: 2012-01-13, 13:12   

Opowiadanie swietne! Ale przyznaje, ze obydwa teksty przeczytalem z takim samym zainteresowaniem. Alina, dzieki wielkie za rozrywke, Baba Jaga, dziekuje za interesujacy komentarz.
_________________
Dawid
 
 
Misia 

Wiek: 34
Dołączyła: 21 Lip 2011
Posty: 110
Skąd: New York
Wysłany: 2012-01-13, 13:14   

Mile panie, czytalismy na glos. Zarowno o Johannie Straussie, jak i o paryskiej operze. Alina, bardzo fajnie stworzylas niesamowity nastroj w opowiadaniu. Naprawde mozna sie wczuc.
_________________
Misia
 
 
Jerzy_S 

Wiek: 68
Dołączył: 06 Kwi 2011
Posty: 720
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2012-01-13, 14:08   

Warszawski Teatr Wielki jest bardzo piękny.
Wczoraj w Sali Senatu Politechniki Warszawskiej gościł dyrektor Teatru Wielkiego Waldemar Dąbrowski. Został uhonorowany wpisem do Złotej Księgi Absolwentów Politechniki Warszawskiej.
W roku 1978 Waldemar Dąbrowski ukończył Wydział Elektroniki Politechniki Warszawskiej.
Powiedział wczoraj, że już w połowie studiów zdał sobie sprawę, że nie będzie pracował jako inżynier. Bardziej pociągała go kultura i organizowanie imprez w nowo stworzonym klubie Riviera - Remont na Politechnice. Poprzez kierowanie tym klubem nabrał doświadczenia i rozpoczął swą działalność w instytucjach kultury. Przypomniał zebranym, że Politechnika kształci studentów nie tylko w kierunku zawodowym ale gimnastykuje umysł i pozwala nabrać wiary, że absolwent podoła różnorodnym problemom.

Swój ukochany przedmiot "Teorię pola elektromagnetycznego" a zwłaszcza teorię liczb urojonych uznaje za wielkie osiągnięcie kultury a nie tylko widzi w tym przedmiocie zastosowania wyłącznie techniczne.

W Korei podczas rozmowy z rektorem uczelni technicznej, gdzie było wystawiane widowisko operowe, Waldemar Dąbrowski mógł podyskutować o liczbach urojonych.

Za najważniejszy okres swej pracy Waldemar Dąbrowski uważa czas gdy był wiceministrem kultury w rządzie Tadeusza Mazowieckiego. Wtedy opracowano
zasady działania instytucji kulturalnych w nowej rzeczywistości i przy innych zasadach finansowania. Wszystko trzeba było opracować od nowa.

Waldemar Dąbrowski powiedzial, że niezwykle sobie ceni przyznany mu wpis do Złotej Księgi Absolwentów Politechniki Warszawskiej.
_________________
Jerzy_S
Ostatnio zmieniony przez Jerzy_S 2012-01-13, 18:01, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Artur S. 

Wiek: 71
Dołączył: 07 Lip 2011
Posty: 135
Skąd: Greensboro NC, USA
Wysłany: 2012-01-13, 17:09   

Bardzo, ale to bardzo ciekawe teksty, wlacznie z opowiadaniem.
_________________
Artur S.
 
 
Monika 

Dołączyła: 01 Mar 2011
Posty: 65
Skąd: W-wa Ochota
Wysłany: 2012-01-13, 20:22   

Naprawdę super :-) .
 
 
Oliver 

Wiek: 26
Dołączył: 11 Lip 2011
Posty: 69
Skąd: Wiedeń
Wysłany: 2012-01-14, 00:57   

Cool.
_________________
Oliver
 
 
Alina 

Wiek: 35
Dołączyła: 01 Lip 2011
Posty: 48
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2012-01-27, 23:44   

Przestraszylam cie, Oliver?
_________________
Alina
 
 
Oliver 

Wiek: 26
Dołączył: 11 Lip 2011
Posty: 69
Skąd: Wiedeń
Wysłany: 2012-01-27, 23:51   

Noo, jeszcze jak!
Jestem pewien, ze to ty podtrulas Paula, aby zgarnac jego gaze.
_________________
Oliver
 
 
karollav577 

Wiek: 43
Dołączył: 09 Mar 2018
Posty: 3
Skąd: Wrocław
Wysłany: 2018-03-09, 16:19   

Historia, niesamowita, według mnie każdy powinien z Ochoty przeczytać. Daje do myślenia.
_________________
serwis apple Wrocław
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Template forumix v 0.2 modified by Nasedo. Done by Forum Wielotematyczne
stat4u
Kopiowanie tre?ci i zdj?? z portalu i forum bez zezwolenia zabronione